Przyznam, że z pewnym zażenowaniem czytam tę internetową dyskusję/’poradnictwo’ dotyczącą odwiedzin duszpasterskich, potocznej ‘kolędy’, jaka w tym okresie odbywa się w wielu parafiach naszego kraju. Wiele tam jest narzekania na format, jakość tych spotkań i prawdziwe motywy, jakie są dla wielu ‘oczywiste’, bo przecież przede wszystkim finansowe. Rzeczywistość jest jednak dużo bogatsza.
Przyznam, że z pewnym zażenowaniem czytam tę internetową dyskusję/’poradnictwo’ dotyczącą odwiedzin duszpasterskich, potocznej ‘kolędy’, jaka w tym okresie odbywa się w wielu parafiach naszego kraju. Wiele tam jest narzekania na format, jakość tych spotkań i prawdziwe motywy, jakie są dla wielu ‘oczywiste’, bo przecież przede wszystkim finansowe. Rzeczywistość jest jednak dużo bogatsza.
Jak często się zdarza, by któryś ksiądz, odwiedzając parafian po kolędzie, szczerze podzielił się swoim życiem? Jest raczej jak uprzejmy wizytator. Pyta: co u was, jak dzieci, gdzie pracujecie, pada jakiś żarcik, próba rekrutacji do wspólnoty, scholi, oazy, grupy różańcowej. A co u księdza? A wszystko dobrze. Jak na służbie: oszczędność w słowach i zero prywaty.
Jak często się zdarza, by któryś ksiądz, odwiedzając parafian po kolędzie, szczerze podzielił się swoim życiem? Jest raczej jak uprzejmy wizytator. Pyta: co u was, jak dzieci, gdzie pracujecie, pada jakiś żarcik, próba rekrutacji do wspólnoty, scholi, oazy, grupy różańcowej. A co u księdza? A wszystko dobrze. Jak na służbie: oszczędność w słowach i zero prywaty.
Uśmiecham się widząc fejsbukowe nagłówki „plotkarskich” portali. Ostatnio jednym z głównych tematów stała się wizyta duszpasterska, zwana potocznie kolędą. Ileż to historii podają nam media. O tym, że ksiądz okazał się gburem, chamem i dusigroszem, którego nigdy, przenigdy nie wpuścimy już za próg. Tak, śmieję się z tego, bo mimo że znam księży lekko oderwanych od rzeczywistości, większość tych, którzy przewinęli się przez moje życie to ludzie przyzwoici, którzy nijak nie pasują do plotkarskich nagłówków.
Uśmiecham się widząc fejsbukowe nagłówki „plotkarskich” portali. Ostatnio jednym z głównych tematów stała się wizyta duszpasterska, zwana potocznie kolędą. Ileż to historii podają nam media. O tym, że ksiądz okazał się gburem, chamem i dusigroszem, którego nigdy, przenigdy nie wpuścimy już za próg. Tak, śmieję się z tego, bo mimo że znam księży lekko oderwanych od rzeczywistości, większość tych, którzy przewinęli się przez moje życie to ludzie przyzwoici, którzy nijak nie pasują do plotkarskich nagłówków.
Hipermoralizm, nieustanne osądzanie, pragnienie nieosiągalnych ideałów i nieustanne strącanie w przepaść tych, którzy do naszych pragnień nie dorastają - to wszystko jest drogą naszej postnowoczesnej teraźniejszości. Chrześcijaństwo, jeśli chce pozostać „znakiem sprzeciwu” musi samo także wyzwolić się z tych chorób. Inaczej nie będzie spełniać swojej roli.
Hipermoralizm, nieustanne osądzanie, pragnienie nieosiągalnych ideałów i nieustanne strącanie w przepaść tych, którzy do naszych pragnień nie dorastają - to wszystko jest drogą naszej postnowoczesnej teraźniejszości. Chrześcijaństwo, jeśli chce pozostać „znakiem sprzeciwu” musi samo także wyzwolić się z tych chorób. Inaczej nie będzie spełniać swojej roli.
U progu 2024 r. papież Franciszek modli się, aby szybki rozwój form sztucznej inteligencji nie powiększył zbyt wielu nierówności i niesprawiedliwości już obecnych na świecie, ale przyczynił się do zakończenia wojen i konfliktów oraz złagodzenia wielu form cierpienia, które dotykają rodzinę ludzką. Dlaczego?
U progu 2024 r. papież Franciszek modli się, aby szybki rozwój form sztucznej inteligencji nie powiększył zbyt wielu nierówności i niesprawiedliwości już obecnych na świecie, ale przyczynił się do zakończenia wojen i konfliktów oraz złagodzenia wielu form cierpienia, które dotykają rodzinę ludzką. Dlaczego?
Ostatni dzień roku kalendarzowego, który przypada właśnie dzisiaj, ma w sobie jakąś tajemniczą moc. Nie różni się przecież znacząco od jakiegokolwiek innego w ciągu roku. A jednak jest okazją do spojrzenia wstecz, na to, co przeżyliśmy, a zarazem staje się pretekstem do nowych nadziei, planów i postanowień.
Ostatni dzień roku kalendarzowego, który przypada właśnie dzisiaj, ma w sobie jakąś tajemniczą moc. Nie różni się przecież znacząco od jakiegokolwiek innego w ciągu roku. A jednak jest okazją do spojrzenia wstecz, na to, co przeżyliśmy, a zarazem staje się pretekstem do nowych nadziei, planów i postanowień.
Rok 2024, w który wielkimi krokami właśnie wkraczamy, będzie dla Kościoła w Polsce rokiem sporych zmian kadrowych. Na emerytury odejdą hierarchowie, którzy przez długie lata byli jego twarzami. Nakłada się na to zmiana ekipy rządzącej w Polsce, a wraz z nią nadchodzi kilka dość istotnych debat, które dla Kościoła będą istotne. To z jednej strony już zapowiedziane przez rządzących kwestie Funduszu Kościelnego, z drugiej nauki religii w szkołach, a z trzeciej być może renegocjacja konkordatu ze Stolicą Apostolską.
Rok 2024, w który wielkimi krokami właśnie wkraczamy, będzie dla Kościoła w Polsce rokiem sporych zmian kadrowych. Na emerytury odejdą hierarchowie, którzy przez długie lata byli jego twarzami. Nakłada się na to zmiana ekipy rządzącej w Polsce, a wraz z nią nadchodzi kilka dość istotnych debat, które dla Kościoła będą istotne. To z jednej strony już zapowiedziane przez rządzących kwestie Funduszu Kościelnego, z drugiej nauki religii w szkołach, a z trzeciej być może renegocjacja konkordatu ze Stolicą Apostolską.
Bardzo lubię jedną z moich zakładek do książek, na której spisane są słowa św. Ignacego Loyoli: „ten, kto popełnił błąd, niech nie upada na duchu, bo i błędy pomagają do zdrowia duszy”. Lubię czytać te słowa, bo dają nadzieję, są na wskroś prawdziwe, a jednocześnie pozwalają spojrzeć dalej niż pod własne nogi, gdy coś mi nie wyjdzie tak jakbym tego chciała.
Bardzo lubię jedną z moich zakładek do książek, na której spisane są słowa św. Ignacego Loyoli: „ten, kto popełnił błąd, niech nie upada na duchu, bo i błędy pomagają do zdrowia duszy”. Lubię czytać te słowa, bo dają nadzieję, są na wskroś prawdziwe, a jednocześnie pozwalają spojrzeć dalej niż pod własne nogi, gdy coś mi nie wyjdzie tak jakbym tego chciała.
Moralizm, skupienie na nawróceniu rozumianym jedynie jako przyjęcie narzuconych zewnętrznie norm społecznych, uniemożliwia nam zrozumienie Ewangelii. I nie chodzi tylko o jej najgłębszy przekaz, ale także o część z jej opowieści.
Moralizm, skupienie na nawróceniu rozumianym jedynie jako przyjęcie narzuconych zewnętrznie norm społecznych, uniemożliwia nam zrozumienie Ewangelii. I nie chodzi tylko o jej najgłębszy przekaz, ale także o część z jej opowieści.
Przeżywamy najkrótszy z możliwych liturgicznych okresów Adwentu, bo to tylko trzy tygodnie plus jedna niedziela, a jednocześnie wydarzenia, jakie następują jedno po drugim w niemal ekspresowym tempie, mogą przyprawić niejednego o zawrót głowy. Jak się w tym wszystkim odnaleźć?
Przeżywamy najkrótszy z możliwych liturgicznych okresów Adwentu, bo to tylko trzy tygodnie plus jedna niedziela, a jednocześnie wydarzenia, jakie następują jedno po drugim w niemal ekspresowym tempie, mogą przyprawić niejednego o zawrót głowy. Jak się w tym wszystkim odnaleźć?
Według niektórych wierzeń, narodzinom ważnej postaci towarzyszy pojawienie się gwiazdy na niebie. W różnych ludowych fantazjach posuwano się jeszcze dalej. Uważano, że każdy człowiek ma swoją własną gwiazdę i gdy umiera, to ta gwiazda gaśnie. Już Pliniusz Stary (I wiek) w swojej Historii Naturalnej przeciwstawiał się takim romantycznym, wysnutym z palca i pochodzącym ze starożytnej Mezopotamii poglądom. Jednak te odwieczne, barwne, lecz bałamutne bajki znalazły tak podatny grunt w umysłach pobożnych Greków i Rzymian, że podważanie ich traktowano, jako oznakę prymitywizmu.
Według niektórych wierzeń, narodzinom ważnej postaci towarzyszy pojawienie się gwiazdy na niebie. W różnych ludowych fantazjach posuwano się jeszcze dalej. Uważano, że każdy człowiek ma swoją własną gwiazdę i gdy umiera, to ta gwiazda gaśnie. Już Pliniusz Stary (I wiek) w swojej Historii Naturalnej przeciwstawiał się takim romantycznym, wysnutym z palca i pochodzącym ze starożytnej Mezopotamii poglądom. Jednak te odwieczne, barwne, lecz bałamutne bajki znalazły tak podatny grunt w umysłach pobożnych Greków i Rzymian, że podważanie ich traktowano, jako oznakę prymitywizmu.
Swego czasu młody ksiądz Joseph Ratzinger postawił tezę, że Kościół zejdzie do katakumb i jeśli przetrwa to w małych wspólnotach. Proroctwo to zdaje się wypełniać. W Polsce widać to jak na dłoni. Czy te niekorzystne trendy można powstrzymać? Zapewne tak. Tyle tylko, że trzeba chcieć.
Swego czasu młody ksiądz Joseph Ratzinger postawił tezę, że Kościół zejdzie do katakumb i jeśli przetrwa to w małych wspólnotach. Proroctwo to zdaje się wypełniać. W Polsce widać to jak na dłoni. Czy te niekorzystne trendy można powstrzymać? Zapewne tak. Tyle tylko, że trzeba chcieć.
Jezus chce wejść do każdej naszej groty, do tego wszystkiego co po ludzku bez szału i sensu. Raz już tak przyszedł, może zrobić to kolejny raz. Czy jednak nie przegapimy Jego narodzin? Czy na serio chcemy zaprosić Go do naszego życia, takiego jakie ono jest - bez świecidełek i masek? On przychodzi, już dziś. Ważne byśmy tego spotkania nie przegapili…
Jezus chce wejść do każdej naszej groty, do tego wszystkiego co po ludzku bez szału i sensu. Raz już tak przyszedł, może zrobić to kolejny raz. Czy jednak nie przegapimy Jego narodzin? Czy na serio chcemy zaprosić Go do naszego życia, takiego jakie ono jest - bez świecidełek i masek? On przychodzi, już dziś. Ważne byśmy tego spotkania nie przegapili…
Nowa deklaracja Dykasterii Nauki Wiary. „Fiducia supplicans”, została opublikowana na stronie Watykanu 18 grudnia. W ciągu pierwszej doby do przestrzeni publicznej trafiło mnóstwo interpretacji, w tym jedna wybijająca się: że papież pochwala związki homoseksualne. Dlaczego żaden biskup jeszcze nic o deklaracji nie powiedział? Dlaczego nie ma oficjalnego tłumaczenia na polski? Dlaczego nie ma wyjaśnień, konkretów, jasnej informacji ze strony polskiego Episkopatu, co w deklaracji jest, dlaczego tam jest i jak nasz Episkopat się do tematu odnosi? 
Nowa deklaracja Dykasterii Nauki Wiary. „Fiducia supplicans”, została opublikowana na stronie Watykanu 18 grudnia. W ciągu pierwszej doby do przestrzeni publicznej trafiło mnóstwo interpretacji, w tym jedna wybijająca się: że papież pochwala związki homoseksualne. Dlaczego żaden biskup jeszcze nic o deklaracji nie powiedział? Dlaczego nie ma oficjalnego tłumaczenia na polski? Dlaczego nie ma wyjaśnień, konkretów, jasnej informacji ze strony polskiego Episkopatu, co w deklaracji jest, dlaczego tam jest i jak nasz Episkopat się do tematu odnosi? 
To nie przypominanie Prawa i nieustanne osądzenia, ale bezwarunkowa miłość niesie rzeczywistą przemianę życia. Rolą Kościoła jest głoszenie miłości, przebaczenia, a nie nieustanne osądzanie. I właśnie temu poświęcona jest deklaracja Dykasterii Nauki Wiary "Fiducia supplicans".
To nie przypominanie Prawa i nieustanne osądzenia, ale bezwarunkowa miłość niesie rzeczywistą przemianę życia. Rolą Kościoła jest głoszenie miłości, przebaczenia, a nie nieustanne osądzanie. I właśnie temu poświęcona jest deklaracja Dykasterii Nauki Wiary "Fiducia supplicans".
Religia, która antagonizuje, dzieli społeczeństwo na przyjaciół i wrogów, powinna już dawno należeć do przeszłości. Obawiam się, że tocząca się obecnie dyskusja o „rozdziale kościoła od państwa” jeszcze bardziej pogłębi tę wzajemną wrogość. Kościół katolicki nie może być postrzegany, jako zagrożenie wolności obywateli. To prawda, że w tym celu musi zostać odpolityczniony, ale nie osaczony. Jest wiele do zrobienia, ale niekoniecznie poprzez ograniczanie możliwości swobodnego działania i utrudnianie rozwoju.
Religia, która antagonizuje, dzieli społeczeństwo na przyjaciół i wrogów, powinna już dawno należeć do przeszłości. Obawiam się, że tocząca się obecnie dyskusja o „rozdziale kościoła od państwa” jeszcze bardziej pogłębi tę wzajemną wrogość. Kościół katolicki nie może być postrzegany, jako zagrożenie wolności obywateli. To prawda, że w tym celu musi zostać odpolityczniony, ale nie osaczony. Jest wiele do zrobienia, ale niekoniecznie poprzez ograniczanie możliwości swobodnego działania i utrudnianie rozwoju.
Gdy w Watykanie ogłaszano wyrok skazujący na więzienie jednego z kardynałów, w Polsce przewodniczący KEP wyrażał niezadowolenie z podpisania przez Prezydenta ustawy dotyczącej finansowania in vitro. Obie sprawy łączy coś istotnego.
Gdy w Watykanie ogłaszano wyrok skazujący na więzienie jednego z kardynałów, w Polsce przewodniczący KEP wyrażał niezadowolenie z podpisania przez Prezydenta ustawy dotyczącej finansowania in vitro. Obie sprawy łączy coś istotnego.
Jeśli biskupi pójdą na kompromis z postulatami nowej Pani minister, będzie to początek agonii katechezy w polskiej szkole. I nie trzeba będzie zmieniać zapisów konkordatu albo odwoływać się do konstytucji. Żadnych gwałtownych ruchów. Nikt nie będzie rozrywał szat.
Jeśli biskupi pójdą na kompromis z postulatami nowej Pani minister, będzie to początek agonii katechezy w polskiej szkole. I nie trzeba będzie zmieniać zapisów konkordatu albo odwoływać się do konstytucji. Żadnych gwałtownych ruchów. Nikt nie będzie rozrywał szat.
Znowu się zaczęło. Po uformowaniu w końcu nowego rządu po wyborach, koalicja sprawująca władzę, ustami swojej pani minister edukacji zapowiedziała, że zrealizuje przedwyborcze obietnice i wyruguje lekcje religii ze szkoły, a jeśli nie całkowicie, to zmniejszy do 1 godz. tygodniowo, w grafiku umieści je na pierwszej lub ostatniej lekcji oraz nie będzie ocen na świadectwie i nie będą one zaliczane do średniej. Powodem jest to, że ‘ponoć’ rodzice – obywatele sobie nie życzą tych lekcji, młodzież jest przeciążona i przestaje chodzić, a ponadto – jak powiedział inny przedstawiciel władzy – Kościół (w domyśle biskupi i księża) powinien zostać ‘opiłowany’ z przywilejów.
Znowu się zaczęło. Po uformowaniu w końcu nowego rządu po wyborach, koalicja sprawująca władzę, ustami swojej pani minister edukacji zapowiedziała, że zrealizuje przedwyborcze obietnice i wyruguje lekcje religii ze szkoły, a jeśli nie całkowicie, to zmniejszy do 1 godz. tygodniowo, w grafiku umieści je na pierwszej lub ostatniej lekcji oraz nie będzie ocen na świadectwie i nie będą one zaliczane do średniej. Powodem jest to, że ‘ponoć’ rodzice – obywatele sobie nie życzą tych lekcji, młodzież jest przeciążona i przestaje chodzić, a ponadto – jak powiedział inny przedstawiciel władzy – Kościół (w domyśle biskupi i księża) powinien zostać ‘opiłowany’ z przywilejów.
Nowa minister edukacji, Barbara Nowacka, zapowiada ograniczenie godzin katechezy w szkołach (z dwóch do jednej tygodniowo). Chce też, by lekcje te odbywały się na pierwszej lub ostatniej lekcji, a ocena z religii nie wliczała się do średniej. Oczywistym jest, że tu i ówdzie pojawią się krzyki oburzenia, ale wydaje się, że można zaryzykować tezę, iż Kościół wiele na tym nie straci.
Nowa minister edukacji, Barbara Nowacka, zapowiada ograniczenie godzin katechezy w szkołach (z dwóch do jednej tygodniowo). Chce też, by lekcje te odbywały się na pierwszej lub ostatniej lekcji, a ocena z religii nie wliczała się do średniej. Oczywistym jest, że tu i ówdzie pojawią się krzyki oburzenia, ale wydaje się, że można zaryzykować tezę, iż Kościół wiele na tym nie straci.