Ludzie coraz częściej w rozmowach o wierze powołują się na argumenty, które padły podczas egzorcyzmu z ust osoby dręczonej. Naprawdę chcemy przyjmować za źródło naszej wiary słowa szatana? Zanim to zrobicie musicie wiedzieć o czymś bardzo ważnym.
Pierwszą grupę staruszków, stałych mieszkańców luksusowego domu, spotkałem na balkonie. Każdy z nich siedział nieruchomo, mając ciepły pled na kolanach. Wyglądali jak martwe mumie. Nie rozmawiali ze sobą i nie patrzyli na krajobraz.
Powstała burza w szklance wody. Jeden z portali napisał, że "katolicy są wściekli" z powodu kolejnego "skandalicznego" posunięcia "zirytowanego" Papieża. Czasem się zastanawiam, na ile to święte oburzenie budzi się wobec ducha zmiany, a do jakiego stopnia razi sama zmiana jako taka.
W najnowszej instrukcji polskiego Episkopatu o muzyce kościelnej zaskoczyła mnie właściwie jedna rzecz: szeroka i burzliwa dyskusja jaką wywołało jej ogłoszenie.
Papież spotkał się z ludem rohingya nie w Birmie lecz w Bangladeszu, choć próbowano to spotkanie na siłę ograniczyć ustawiając tych ludzi w niemej "kolejce". Mieli pozdrowić papieża, nie odzywając się ani słowem… Franciszek zbuntował się.
Ostatnio mocno rzucają mi się w oczy sytuacje, polegające na tym, że jakaś grupa internautów, strona czy fanpejdż wybierają sobie ofiarę, na której dokonują publicznego linczu. Bardzo szybko takie akcje zyskują tłumy zwolenników. Powody mogą być różne: głupia wypowiedź, kiepskie ubranie, wygląd fizyczny - co tylko.
Moje życie z Bogiem nabrało nowego tempa i jakości. To, co do tej pory funkcjonowało w ramach ,"rozpędu" nawyków z dzieciństwa, musiało zostać poddane pytaniom, dystansowi, szukaniu, radzeniu się, dociekaniu. Różaniec był jedną z tych rzeczy.
To nie przypadek, że jako właściwy sposób odczytania i wprowadzania w życie Kościoła adhortacji "Amoris laetitia" wskazywane jest dzieło lokalnych biskupów, a nie tekst opracowany przez którąś z watykańskich dykasterii.
Wybijmy sobie raz na zawsze z głowy to, że Adwent jest czasem radosnego oczekiwania na Boże Narodzenie! Zajmujemy się i zachwycamy sprawami i rzeczami przemijającymi, a umyka nam to, co wieczne.
Nic dziwnego, że nie rozumie Ewangelii. Nic dziwnego, że nie rozumie papieża Franciszka. Nic dziwnego, że jego nauczanie uważa za groźne. Stworzył sobie swoją religię, dla której nawet Ewangelia jest zagrożeniem.
Zabrał mi całą rodzinę, a ja mam jeszcze wiele miłości do rozdania. Bóg mu przebaczył. Chciałabym go objąć, żeby wiedział, że moje wybaczenie też jest prawdziwe - powiedziała wdowa w czasie procesu sądowego.
Problem w tym, że wymaga to żmudnej wytrwałości. Nie da się rzucić na fejsbuka, opublikować na youtubie. To walka w sercu.
Artykuł pt. "Maryja to kobieta. Jaka była naprawdę?" Michaela S. Neubacka opublikowany na portalu Deon.pl wzbudził wiele krytyki, a nawet słów protestu, a niewiele dyskusji. A szkoda, bo jest o czym dyskutować. I nie chodzi tylko o obraz Muncha pt. "Madonna". Ale to właśnie ten obraz - dość przewrotnie - jest najbardziej inspirujący.
Są takie słowa, które potrafią rozrywać serca i naprawdę nas dotykają, popychają do zmiany. Konferencja jałmużnika papieskiego jest właśnie taka. Sześćdziesiąt minut, które poświęciłem na jej przesłuchanie, to była fantastyczna inwestycja.
Niedawno portal DEON.pl został skrytykowany za publikację tekstu "Maryja to kobieta. Jaka była naprawdę?". Pewien katolicki publicysta napisał w kontekście afery, że "jeśli wydaje Ci się, że pomiędzy uszami masz tylko przeciąg, to pomyśl o biednej redakcji jezuickiego Deonu".
Każdy papież może być wygodnym celem dla dzisiejszych mędrców. Tym bardziej obecny Franciszek, który...
Rodzice zostali opuszczeni również przez Kościół. Który jak wszyscy przedstawiciele dorosłych jest zbyt daleki i nieprzygotowany w stosunku do ich świata.
To, co jednych zachwyca, innych może odrzucać. Na tym polega piękno różnorodności. Dawanie impulsów, które umożliwiają rozwój. Gorzej jest, gdy za różnicą poglądów idzie chęć narzucania jedynie słusznej prawdy.
Dlaczego zakazano ks. Bonieckiemu wypowiedzi w mediach? Po co? Jaka intencja za tym stoi? Takie pytania nie przestają się pojawiać. Do tego towarzyszą im próby odpowiedzi, bardziej lub mniej obiektywne. Ludzie się czegoś domyślają. Posądzają przełożonych ks. Bonieckiego o różne tajemnicze intencje, o snucie intrygi.
Stworzyliśmy sobie świat, w którym aby jedni odpoczywali, inni muszą pracować. To zasadniczo zmienia postrzeganie niedzieli i pracy. Ale czy za tym nadążamy?
{{ article.description }}