W konferencji o ciszy, którą Krzysztof głosił do kleryków w opolskim seminarium (2007 r.) wskazał na dwa etapy w jej przeżywaniu. Pierwszy, niezwykle trudny, to czas kiedy cisza odsłania nasze lęki, prawdę o nas samych. Trzeba przetrwać ten odcinek. Wielu jednak nie przechodzi tego etapu - nie ma z kim unieść tego, co boli.
„Co Bóg złączył...?” Wobec wielu historycznych i współczesnych związków można mieć wątpliwość czy te więzi zostały ‘połączone przez Boga’ ze względu na lekkomyślność, brak odpowiednich umiejętności indywidualnych lub ‘środowiskowych’. Dziś wiemy, że aspekt formalny i zewnętrzny nie przesądza o stanie faktycznym takich związków.
15 sierpnia obchodzimy uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. To jeden z dogmatów ogłoszonych w Kościele katolickim dość późno, bo dopiero w 1950 roku. Jest jednak odzwierciedleniem wielowiekowej wiary, bo uroczystość Zaśnięcia Maryi w Kościołach wschodnich obchodzono już w V wieku. No właśnie: czy ta uroczystość jest pamiątką zaśnięcia czy śmierci Maryi, a może chodzi tu o coś jeszcze innego. Oddajmy głos jednej z najlepiej znanych mistyczek, która wprowadzi nas w tę tajemnicę.
Pokora Bożych posłańców. „A skądże mi to...” – wypowiada zaskoczona Elżbieta, kiedy doświadcza niezwykłych znaków. „Wejrzał na uniżenie Służebnicy” – mówi Maryja w hymnie uwielbienia. Bóg hojnie obdarowuje swoich posłańców, choć nie szczędzi im wyzwań, prób i krzyży ludzkich języków, boleści, upokorzeń i różnorakich cierpień.
Prawdziwe błogosławieństwo. Jezus zwraca uwagę na prawdziwe źródło błogosławieństwa. To nie jakaś predestynacja, szczególne wybranie. To nie spektakularne dary, duchowa sprawczość. Prawdziwym źródłem błogosławieństwa jest wiara, która słucha słowa Boga i wypełnia je.
Dzisiaj nie jest łatwo o wspólnotowe doświadczenie łaski upomnienia braterskiego. Łatwiej osądzać, wytykać błędy, upubliczniać zło i grzech. Nie szanujemy procesu, jaki nam proponuje Jezus: najpierw w cztery oczy, potem dwóch lub trzech, a potem wspólnota. Chcemy iść na skróty.
Dość żarliwą dyskusję wywołał na portalu X mój wpis, w którym odniosłem się do słów Romana Dmowskiego i stwierdziłem, że katolicyzm nie jest istotą polskości. Szczerze mówiąc byłem zdziwiony gwałtownością reakcji niektórych Internautów, bo to przecież oczywista oczywistość. Nigdy nie miałem wątpliwości, że aby być w pełni Polakiem, nie trzeba być katolikiem. Wielu jednak o dziwo nie zgadza się z tym bezdyskusyjnym dla mnie stwierdzeniem i stąd postanowiłem swoją wypowiedź nieco rozszerzyć i uzupełnić.
W codziennym życiu często staramy się mierzyć i oceniać naszą wartość według materialnych kryteriów. Jednak prawdziwa wartość tkwi w pokorze, trosce o innych i gotowości do służby, szczególnie tym, którzy są słabi i zagubieni.
Chyba nikt nie ma wątpliwości, że Internet, w tym również sieci społecznościowe, to miejsce, w którym trzeba głosić Ewangelię. Jednak ten „cyfrowy kontynent” nie jest łatwym polem do działania. Katoliccy influencerzy potrzebują specyficznej formacji.
W Biblii zgorszenie to nie zły przykład, skandal, ale pułapka, przeszkoda. A zatem nie dawać powodu do zgorszenia to nie zastawiać pułapki, nie stawiać przeszkód, nie doprowadzać do upadku.
Szemrać przeciwko Bogu. To nie jest wcale taka rzadka postawa. Żydzi na pustyni szemrali z powodu braku pokarmu, monotonii (uprzykrzył się im ‘pokarm mizerny’), braku odczuwalnego doświadczania obecności Boga (robią sobie ‘złotego cielca’). W moim doświadczeniu duchowym mogę także zauważyć podobne szemranie.
Wszyscy znamy poczucie niedosytu, a nawet frustracji, kiedy znajdujemy się w prawdziwej potrzebie i żarliwie modlimy się o pomoc i Bożą interwencję, ale mimo szczerych naszych wysiłków, możemy tylko wołać w rozpaczy: Panie, za mało! Za późno! Za słabo! Czasami jednak, zupełnie nie wiadomo dlaczego, Bóg jakby nie miał umiaru: okazuje się zbyt hojny i wtedy przestraszeni wołamy wtedy: Panie, dość!
„Gdzie Ja jestem”. To jest najważniejsze zadanie ucznia Chrystusowego: być tam, gdzie Pan. Od początku ewangelii św. Jana uczniowie pytają Jezusa: „Gdzie mieszkasz?” I to pragnienie towarzyszy im w każdej chwili, aż po krzyż, i aż po krańce świata.
W Święto św. Teresy Benedykty od Krzyża, Edyty Stein towarzyszy nam symbol mądrości, zapalone lampy. Dziesięć panien to uczniowie, każdy pojedynczo i jako wspólnota. Nasza rzeczywistość nie jest czarno-biała. Mamy także swego rodzaju odcienie szarości. Przeżywamy chwile gorliwości – czuwania i zapominamy się, rozpraszając na wiele rzeczy. Moment weryfikacji to spóźnienie pana młodego.
Tytuł jest może prowokacyjny, ale realistyczny. Faktem jest, że niektórzy z nas, choć wiele i ładnie mówią, a nawet potrafią “czarować” słuchaczy, to z trudem w ich wypowiedziach można się doszukać Ewangelii. Jakie to ma konsekwencje? Praktycznie niewielkie. Jakoś z tym żyją…
Sierpień już od lat, a dokładnie od roku 1984, jest przeżywany w Kościele jako miesiąc trzeźwości. Czytałam kilka dni temu słowa przewodniczącego Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych, bpa Tadeusza Bronakowskiego (całość dostępna jest tutaj) i zatrzymał mnie szczególnie jeden akapit z apelu hierarchy.
Kojarzycie "Macarenę"? Chyba nie będzie to przesada, jak stwierdzę, że na dzisiejsze standardy jest to utwór o statusie dyskotekowego evergreenu. Czy jednak wywijając rękami w zabawnym tańcu, myślimy o tym, co śpiewamy? "Nie martw się moim chłopakiem/Chłopakiem, który ma na imię Vitorino/Ha! Nie chcę go, nie mogę go znieść/Nie był dobry, więc ja, ha ha ha/ Daj spokój, cóż miałam zrobić? Był poza miastem, a jego dwaj koledzy byli taaaaacy świetni". Konia z rzędem temu, kto, wywijając na parkiecie, ma świadomość, że oto cieszy go rozwiązłość pewnej Hiszpanki.
Spotkanie Jezusa z kobietą kananejską jest pełne symboliki. Odbywa się na pograniczu ziemi pogan i Izraela, kobieta i dziecko miały wtedy małe znaczenie społeczne, cud uzdrowienia został wyproszony, inicjatywa nie wyszła od Jezusa.
Przyszłość to nie apokaliptyczne zniszczenie, globalna katastrofa, zniekształcenie, ale prawdziwe piękno, dopełnienie zbawczego planu Boga.
Niezaspokojone oczekiwania. Poczucie, że Bóg nie odpowiada na prośby, że nie spełnia wobec kogoś swoich obietnic, są dużym wyzwaniem dla człowieka wierzącego. Niektórych prowokują nawet do odejścia. Jest to zawsze czas próby.
{{ article.description }}