Oczekiwanie bywa ciężarem. Gdy oczekuje się zmian, dużo może się wydarzyć. To budzi niepokój. Taki głęboki, poważnie życiowy, albo taki codzienny: zwykły stres, przytłoczenie ilością spraw, które trzeba załatwić przed tym, co ma się stać.
Deon.pl
Przede wszystkim czuwać! Czuwamy, gdy boimy się, że ktoś włamie się do naszego domu i wyrządzi nam krzywdę lub nas okradnie. Ale czy do takiego czuwania zachęca nas Ewangelia? Jezus przypomina w pierwszą niedzielę Adwentu (Mt 24,37-44), że powinniśmy czuwać, aby nie przegapić wydarzenia, którego nie musimy się wcale bać. Powinniśmy raczej lękać się naszego roztargnienia, nieprzygotowania, niezdecydowania, bylejakości w spotkaniu z kimś wyjątkowym. Rozchełstani, rozmazani, nieumyci, z resztkami jedzenia między zębami, zapominamy, że dzisiaj jest dzień zaślubin i oblubieniec lada chwila zapuka do naszych drzwi.
Za kilka dni przypada pierwsza niedziela adwentu. Wiele osób czeka na ten czas. Roraty i spacer do kościoła z lampionem, w ciemnościach poranka. Czas radosnego oczekiwania, postanowień adwentowych, wyczekiwania na najbardziej rodzinne święta w roku. Jak go nie zgubić, nie zmarnować, ani nie przeładować przeróżnymi aktywnościami?
Kraków doczekał się powrotu kardynała Grzegorza Rysia – człowieka, który doskonale zna miasto, jego Kościół i jego problemy. Razem z nim pod Wawel wraca także kardynalski kapelusz, którego nie otrzymał jego poprzednik. Nowy metropolita staje dziś przed wyzwaniami znacznie większymi niż tylko zarządzanie diecezją: to także szansa na odwagę, przejrzystość i odpowiedzi na pytania, które od lat czekają za zamkniętymi drzwiami krakowskiego archiwum.
Zbliża się kolejny Adwent. Zastanawiamy się, czy tym razem odpuścić słodycze, mniej słodzić kawę czy spędzać mniej czasu w mediach społecznościowych. To wyzwania dla ciała i ducha. Ale czasem uświadamiamy sobie, że wszystko to bzdury, gdy obok nas ktoś nie ma z czego rezygnować.
Przez lata przyzwyczailiśmy się i z pewnym nawet rozczuleniem zerkaliśmy w biegu na przesyłane prezentacje w stylu "słodkiej kawusi i dobrego poranka", "Matka Boska dziś nad Tobą czuwa" i kotkami wszelkiej maści, którymi szczodrze dzielą się z nami starsi członkowie rodziny czy sąsiedzi. W ostatnich miesiącach lawinowo rośnie jednak ilość filmików generowanych przez AI. Kotki kotkami, ale kiedy wygenerowany przez AI kontrowersyjny polityk "mówi" rzeczy rozpalające do czerwoności komunikatory członków klubu seniora, kto myśli o tym, jakie spustoszenie sieje to w życiu naszych kochanych "staruszków"?
Czytając informacje o Jubileuszach związanych z kulturą, trudno uniknąć pytań dotyczących sytuacji Kościoła i kultury w Polsce.
‘Wszystko ma swój czas i na wszystko jest czas wyznaczony’, wołał dwadzieścia kilka wieków temu autor starotestamentowej Księgi Koheleta. Są takie chwile w naszym życiu, które trzeba zapamiętać, ale wcześniej do głębi je przeżyć.
Bycie życzliwym oznacza, że umiem dostrzec drugiego człowieka i wykonać w jego stronę jeden drobny, dobry gest tylko dlatego, że jest człowiekiem. I wbrew pozorom nas, ludzi szczerze życzliwych, jest dużo więcej, niż się wydaje, gdy się czyta medialne doniesienia.
Gdy umieramy, nie wiemy, co się dzieje. Gdy przychodzimy na świat, nie mamy pojęcia o co chodzi. Tę pasjonującą zagadkę ludzkiego losu rozwija w jednej ze swoich książek norweski pisarz Jon Fosse, który w Polsce zyskuje coraz większą popularność. Podejmuje tematy, na które nikt nie zna odpowiedzi. Tym razem w centrum jego rozważań znalazły się narodziny i śmierć.
Do pracowników dużych firm i korporacji dotarły już zaproszenia na christmas party. Trochę muzyki, tańca, integracji pracowników w świątecznej atmosferze i stoły uginające się pod różnymi potrawami. W pełnej tolerancji, inkluzyjności, w samym środku adwentu. Ci, którzy deklarują się w pracy jako katolicy, mogli już usłyszeć pierwsze uszczypliwe uwagi w stylu: „ciebie to pewnie nie będzie, bo adwent. Sorry, ale pamiętaj, żeby w życzeniach nie mówić nic o Jezusie, bo to nie wypada. No i pamiętaj, że jesteśmy tolerancyjni, ale…”.
Międzynarodowy Dzień Przeciwdziałania Przemocy wobec Dzieci znów przypomniał nam, jak poważnym problemem jest krzywda najmłodszych – i jak łatwo, mimo konferencji, deklaracji i czerwonych iluminacji, wracamy do codzienności, w której przemoc pozostaje tuż obok nas. Bo mentalność zmienia się wolno, a odwaga do działania – zarówno w domach, jak i instytucjach – wciąż bywa towarem deficytowym.
W ponad 80 krajach świata 19 listopada obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Mężczyzn. Choć w Polsce za dzień poświęcony panom przyjął się 10 marca (z racji bliskości Dnia Kobiet), to tegoroczny listopad wydaje się właściwym momentem, aby przypomnieć, jaki powinien być odmieniany przez wszystkie przypadki „prawdziwy facet”.
Obchodzimy dziś wspomnienie błogosławionej Karoliny Kózkówny i jak co roku usłyszymy na Mszy podsumowanie jej notki biograficznej: „zginęła, broniąc cnoty czystości”. Jak co roku coś się we mnie burzy na te słowa, szczególnie, że mam w głowie arystotelesowskie pojęcie cnoty (greckiego ἀρετή). Z wielką trudnością łączy mi się „trwała zdolność do czynienia dobra” z historią śmierci Karoliny, która u początków pierwszej wojny światowej uciekała w lesie przed rosyjskim żołnierzem.
Niedawno miałam okazję spędzić kilka dni w Paryżu. Przywiozłam stamtąd kilka duchowych, zupełnie niespodziewanych poruszeń, które wróciły do mnie z całą mocą, gdy algorytm bombardował mnie filmikami nawiązującymi do rozmowy Marcina Zielińskiego i Dawida Misiora u Bogdana Rymanowskiego. Dlaczego?
Nie, wcale nie chodzi o to, kiedy księża zaczną farbować włosy na czarno, bo to już robią od dawna. Nie radzą sobie z upływem czasu i samych siebie oszukują, że starzenie ich nie dotyczy. Chodzi mi raczej o to, kiedy zaczną sobie farbować czupryny na czerwono, zielono, albo – Boże uchroń! – na tęczowo! I nie będzie to, jak w Starym Testamencie, znak przymierza Boga z ludźmi, ale zwykłe hołdowanie modzie.
Są gesty, które zmieniają bieg historii, choć rodzą się wbrew lękom, ranom i politycznym kalkulacjom. Taki był List polskich biskupów do biskupów niemieckich sprzed 60 lat – odważne zaproszenie do pojednania, które do dziś pozostaje wyzwaniem.
W przyszłym tygodniu rusza proces księdza, który w 2024 roku napastował nastolatki na koloniach we Włoszech. Gdy widzę takie informacje, ręce mi opadają. I chciałabym bardzo, by w moim Kościele, i to wkrótce, wydarzyły się trzy następujące rzeczy.
Zwolennicy prostych po ludzku interpretacji wiary nie czytają mistyków. Wystarcza im katechizm z pytaniami i „bezbłędnymi” odpowiedziami. Wielu z nich opiera swoją wiarę na cudach i prywatnych objawieniach. Dzięki nim dowiadują się, co trzeba zrobić, aby uratować swoją duszę: chodzić na pielgrzymki, odmawiać różaniec, przystępować często do Komunii (najlepiej klęcząc), spełniać dobre uczynki, nosić na szyi medalik, wznosić jakiś pomnik... Kto zatem czyta mistyków, którzy wiedzą, że nic nie wiedzą i że nic nie można zrobić, by zaskarbić sobie życzliwość Boga? Kto się takimi mistykami zachwyca? I co to daje?
W tym roku zarówno markety, jak i media pobiły wszelkie wcześniejsze rekordy. Świąteczne ozdoby w jednym z dużych dyskontów pojawiły się już pod koniec września. Granie na ludzkich tęsknotach zawsze przynosi zysk. Bo klimat świąt rekompensuje nam często brak głębszych relacji, trochę zagłusza pustkę i samotność, otula choć na moment. Dlatego dobrze jest znać swoje serce i go nie zagłuszać.
{{ article.description }}