Trudno mi sobie wyobrazić wypalonego i zgorzkniałego Jezusa, narzekającego w duchu, że musi jeszcze kogoś uzdrowić, a jest już taki zmęczony, i z wiecznymi pretensjami do uczniów, że w ogóle nie doceniają Jego nauki i poświęcenia. Ale wciąż spotykam ludzi, którzy uważają, że właśnie tak należy żyć, gdy się jest chrześcijaninem. Składać z siebie nieustannie ofiarę. Najlepiej całopalną.
Trudno mi sobie wyobrazić wypalonego i zgorzkniałego Jezusa, narzekającego w duchu, że musi jeszcze kogoś uzdrowić, a jest już taki zmęczony, i z wiecznymi pretensjami do uczniów, że w ogóle nie doceniają Jego nauki i poświęcenia. Ale wciąż spotykam ludzi, którzy uważają, że właśnie tak należy żyć, gdy się jest chrześcijaninem. Składać z siebie nieustannie ofiarę. Najlepiej całopalną.
Dobrzy ludzie pójdą po śmierci do nieba, a źli do piekła. Tak wierzono w wielu starożytnych religiach. Tak też myśli dziś wielu ludzi, którzy wierzą w istnienie sprawiedliwego Boga, czy jakiejś siły wyższej. Nie tak jest w chrześcijaństwie. Zbawienie jest dla grzeszników i nie trzeba czekać na śmierć, by go doświadczyć.
Dobrzy ludzie pójdą po śmierci do nieba, a źli do piekła. Tak wierzono w wielu starożytnych religiach. Tak też myśli dziś wielu ludzi, którzy wierzą w istnienie sprawiedliwego Boga, czy jakiejś siły wyższej. Nie tak jest w chrześcijaństwie. Zbawienie jest dla grzeszników i nie trzeba czekać na śmierć, by go doświadczyć.
Nuncjusz Apostolski w Polsce uroczyście pożegnał rosyjskiego ambasadora, który kończy w naszym kraju misję dyplomatyczną. Siergiej Andriejew otrzymał z rak abp. Antonio Guido Filipazziego pamiątkowy talerz. O uroczystości nuncjatura poinformowała w mediach społecznościowych, zamieszczając także zdjęcia obu dyplomatów.
Nuncjusz Apostolski w Polsce uroczyście pożegnał rosyjskiego ambasadora, który kończy w naszym kraju misję dyplomatyczną. Siergiej Andriejew otrzymał z rak abp. Antonio Guido Filipazziego pamiątkowy talerz. O uroczystości nuncjatura poinformowała w mediach społecznościowych, zamieszczając także zdjęcia obu dyplomatów.
Do końca wakacji zostało kilkanaście dni. Rodzicielskie grupy klasowe lekko się już uaktywniły, z pytaniami o szczegóły wyprawki szkolnej. Wielu rodziców wyczekuje pierwszego dzwonka. I tego poczucia, że wszystko będzie łatwiejsze, bo dzieci będą spędzać czas w placówkach i nie trzeba już będzie kombinować, skąd wytrzasnąć kolejny dzień urlopu albo pieniądze na kolonie. Wraca stara, dobra rutyna.
Do końca wakacji zostało kilkanaście dni. Rodzicielskie grupy klasowe lekko się już uaktywniły, z pytaniami o szczegóły wyprawki szkolnej. Wielu rodziców wyczekuje pierwszego dzwonka. I tego poczucia, że wszystko będzie łatwiejsze, bo dzieci będą spędzać czas w placówkach i nie trzeba już będzie kombinować, skąd wytrzasnąć kolejny dzień urlopu albo pieniądze na kolonie. Wraca stara, dobra rutyna.
W skautingu najbardziej mnie ujmuje "kultura snucia opowieści". W aktywnościach skautów nie brakuje okazji, by każde dziecko uczyło się opowiadać swoje życie. W dobie komunikacji kształtowanej przez wzorce z TikToka czy Snapchata uczenie młodych ludzi umiejętności wypowiedzenia siebie i słuchania nawzajem jest jedną z tych rzeczy, za którą jestem skautingowi najbardziej wdzięczna. 
W skautingu najbardziej mnie ujmuje "kultura snucia opowieści". W aktywnościach skautów nie brakuje okazji, by każde dziecko uczyło się opowiadać swoje życie. W dobie komunikacji kształtowanej przez wzorce z TikToka czy Snapchata uczenie młodych ludzi umiejętności wypowiedzenia siebie i słuchania nawzajem jest jedną z tych rzeczy, za którą jestem skautingowi najbardziej wdzięczna. 
Krótki pobyt Władimira Putina na amerykańskiej ziemi miał szerszy kontekst niż powszechnie się uważa. Spotkał się nie tylko z Donaldem Trumpem, ale z kimś jeszcze.
Krótki pobyt Władimira Putina na amerykańskiej ziemi miał szerszy kontekst niż powszechnie się uważa. Spotkał się nie tylko z Donaldem Trumpem, ale z kimś jeszcze.
Życie w naszych czasach zdaje się galopować, tak wiele się dzieje rzeczy, o których słyszymy każdego dnia. Tak samo w Kościele. Minęło zaledwie, albo już, 102 dni od momentu, kiedy z komina nad Kaplicą Sykstyńską w Watykanie uniósł się biały dym, a po chwili została ogłoszona dosyć zaskakująca nowina, że papieżem został po raz pierwszy w historii Amerykanin z USA. Nie mniej zaskakujące było też imię, które przyjął oraz fakt, że po Franciszku, jezuicie, kardynałowie wybrali kolejnego zakonnika, tym razem augustianina.
Życie w naszych czasach zdaje się galopować, tak wiele się dzieje rzeczy, o których słyszymy każdego dnia. Tak samo w Kościele. Minęło zaledwie, albo już, 102 dni od momentu, kiedy z komina nad Kaplicą Sykstyńską w Watykanie uniósł się biały dym, a po chwili została ogłoszona dosyć zaskakująca nowina, że papieżem został po raz pierwszy w historii Amerykanin z USA. Nie mniej zaskakujące było też imię, które przyjął oraz fakt, że po Franciszku, jezuicie, kardynałowie wybrali kolejnego zakonnika, tym razem augustianina.
Wzruszyły mnie wczoraj do łez krótkie filmiki, na których dowódca przekazuje żonie poległego żołnierza, że mąż nie wróci do domu. Z myślą o ich rodzinach kładłem się spać w przeddzień Święta Wojska Polskiego, w kolejną rocznicę „cudu nad Wisłą”.
Wzruszyły mnie wczoraj do łez krótkie filmiki, na których dowódca przekazuje żonie poległego żołnierza, że mąż nie wróci do domu. Z myślą o ich rodzinach kładłem się spać w przeddzień Święta Wojska Polskiego, w kolejną rocznicę „cudu nad Wisłą”.
Gdy przeczytałam na Instagramie pytanie o to, czy jakaś święta kobieta jest dla mnie inspiracją i wzorem, spodziewałam się trochę tego, co wywoła moja odpowiedź. Zgodnie z prawdą stwierdziłam, że ani się świętymi kobietami nie inspiruję, ani nie są one dla mnie wzorem w codziennym życiu. Dostałam kilkanaście wiadomości, napisanych z nutką pretensji i oburzenia. „A Maryja? Jako katoliczka powinnaś się Nią inspirować, wzorować na Niej, powinna być dla ciebie najważniejsza!” – tak można by zamknąć przesłanie tych wiadomości. Tak, spodziewałam się tego, że ktoś strzeli wezwaniem do brania wzoru z Maryi. Mimo to dziś odpowiedziałabym podobnie – nie mam bliskiej i zażyłej relacji ze świętymi kobietami, w tym z Maryją. Czy jestem przez to wybrakowaną katoliczką? Nie sądzę…
Gdy przeczytałam na Instagramie pytanie o to, czy jakaś święta kobieta jest dla mnie inspiracją i wzorem, spodziewałam się trochę tego, co wywoła moja odpowiedź. Zgodnie z prawdą stwierdziłam, że ani się świętymi kobietami nie inspiruję, ani nie są one dla mnie wzorem w codziennym życiu. Dostałam kilkanaście wiadomości, napisanych z nutką pretensji i oburzenia. „A Maryja? Jako katoliczka powinnaś się Nią inspirować, wzorować na Niej, powinna być dla ciebie najważniejsza!” – tak można by zamknąć przesłanie tych wiadomości. Tak, spodziewałam się tego, że ktoś strzeli wezwaniem do brania wzoru z Maryi. Mimo to dziś odpowiedziałabym podobnie – nie mam bliskiej i zażyłej relacji ze świętymi kobietami, w tym z Maryją. Czy jestem przez to wybrakowaną katoliczką? Nie sądzę…
Sytuacje, gdy ksiądz publicznie ogłoszony biskupem, rezygnuje z przyjęcia sakry, nie zdarzają się często. W Polsce w ostatnich latach zdarzyło się to dwukrotnie: w 2018 r., gdy z przyjęcia sakry zrezygnował ks. Franciszek Ślusarczyk – wówczas rektor Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach – kreowany biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej i w 2025 r., gdy z przyjęcia sakry zrezygnował ks. Krzysztof Dukielski – mianowany biskupem pomocniczym diecezji radomskiej.
Sytuacje, gdy ksiądz publicznie ogłoszony biskupem, rezygnuje z przyjęcia sakry, nie zdarzają się często. W Polsce w ostatnich latach zdarzyło się to dwukrotnie: w 2018 r., gdy z przyjęcia sakry zrezygnował ks. Franciszek Ślusarczyk – wówczas rektor Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach – kreowany biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej i w 2025 r., gdy z przyjęcia sakry zrezygnował ks. Krzysztof Dukielski – mianowany biskupem pomocniczym diecezji radomskiej.
Patrzę na nasze dzieci i jak każdy, normalny rodzic, martwię się, co ich czeka w przyszłości. Nie ustaję jednak w wysiłkach, by - póki jeszcze mam na to czas - pokazywać im, co mnie w wierze zachwyca, fascynuje i przekonuje, by widzieć w niej coś najcenniejszego, co mam.
Patrzę na nasze dzieci i jak każdy, normalny rodzic, martwię się, co ich czeka w przyszłości. Nie ustaję jednak w wysiłkach, by - póki jeszcze mam na to czas - pokazywać im, co mnie w wierze zachwyca, fascynuje i przekonuje, by widzieć w niej coś najcenniejszego, co mam.
Nie jest tajemnicą, że papież Franciszek od początku swego pontyfikatu miał jasne preferencje dotyczące kandydatów na biskupów. Jego „przepis na biskupa” pokazuje, że w szukaniu kandydatów do tego zadania w Kościele podstawową kwestią okazują się nie tyle procedury ich weryfikowania, ile tożsamość biskupa.
Nie jest tajemnicą, że papież Franciszek od początku swego pontyfikatu miał jasne preferencje dotyczące kandydatów na biskupów. Jego „przepis na biskupa” pokazuje, że w szukaniu kandydatów do tego zadania w Kościele podstawową kwestią okazują się nie tyle procedury ich weryfikowania, ile tożsamość biskupa.
Jest połowa sierpnia. To oznacza, że wyświęceni w tym roku księża mają już za sobą miesiąc albo i więcej doświadczenia duszpasterskiego. Zasadniczo minął im już miodowy czas uwielbiania neoprezbiterów i pewnie już musieli wejść w normalny kierat duchowej posługi, w tym posługi w konfesjonale. Ciekawe, jak im idzie…
Jest połowa sierpnia. To oznacza, że wyświęceni w tym roku księża mają już za sobą miesiąc albo i więcej doświadczenia duszpasterskiego. Zasadniczo minął im już miodowy czas uwielbiania neoprezbiterów i pewnie już musieli wejść w normalny kierat duchowej posługi, w tym posługi w konfesjonale. Ciekawe, jak im idzie…
„Daj odważne świadectwo, że trzeźwość jest fundamentem prawdy, piękna i dobra” – brzmi jedno ze zdań apelu bpa Tadeusza Bronakowskiego, Przewodniczącego Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych, na tegoroczny miesiąc abstynencji. Usłyszałem te słowa w kościele w ubiegłą, pierwszą niedzielę sierpnia. Zostały ze mną do teraz. Ale te słowa warto przeczytać także… od końca.
„Daj odważne świadectwo, że trzeźwość jest fundamentem prawdy, piękna i dobra” – brzmi jedno ze zdań apelu bpa Tadeusza Bronakowskiego, Przewodniczącego Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych, na tegoroczny miesiąc abstynencji. Usłyszałem te słowa w kościele w ubiegłą, pierwszą niedzielę sierpnia. Zostały ze mną do teraz. Ale te słowa warto przeczytać także… od końca.
Czy w Polskich szkołach dzieci i młodzież mogą dowiedzieć się, czym jest islam i dlaczego nie należy się bać muzułmanów? Odnoszę wrażenie, że wielu nauczycieli religii straszy katolickich uczniów religią, której sami nigdy nie próbowali zrozumieć. Rodzice wraz z dziećmi karmią się newsami o arabskich terrorystach, a politycy podgrzewają atmosferę lęku przed wierzącymi w Allacha.
Czy w Polskich szkołach dzieci i młodzież mogą dowiedzieć się, czym jest islam i dlaczego nie należy się bać muzułmanów? Odnoszę wrażenie, że wielu nauczycieli religii straszy katolickich uczniów religią, której sami nigdy nie próbowali zrozumieć. Rodzice wraz z dziećmi karmią się newsami o arabskich terrorystach, a politycy podgrzewają atmosferę lęku przed wierzącymi w Allacha.
Z zaciekawieniem czytałam kilka dni temu, na łamach DEONu, felieton ks. Artura Stopki dotyczący sierpniowego apelu o trzeźwość. Czytając go widziałam konkretne twarze. Tych, których abstynencja od alkoholu śmieszy i tych, dla których jest codzienną walką o kolejny dzień w trzeźwości. Bardzo polecam tekst ks. Artura, wiele tłumaczy i pokazuje, szczególnie z perspektywy około kościelnej. Sama, czytając końcówkę tego tekstu, miałam w głowie jedną myśl: przyszedł czas na działania świeckich.
Z zaciekawieniem czytałam kilka dni temu, na łamach DEONu, felieton ks. Artura Stopki dotyczący sierpniowego apelu o trzeźwość. Czytając go widziałam konkretne twarze. Tych, których abstynencja od alkoholu śmieszy i tych, dla których jest codzienną walką o kolejny dzień w trzeźwości. Bardzo polecam tekst ks. Artura, wiele tłumaczy i pokazuje, szczególnie z perspektywy około kościelnej. Sama, czytając końcówkę tego tekstu, miałam w głowie jedną myśl: przyszedł czas na działania świeckich.
Podczas Jubileuszu Młodych, który w ubiegłym tygodniu odbywał się w Rzymie, kard. Konrad Krajewski wyznał młodzieży, że nie podobały mu się niedawne antyuchodźcze manifestacje w Polsce i przypomniał, że także Jezus był uchodźcą, bo wraz ze swoimi rodzicami uchodził przed Herodem do Egiptu. No i oczywiście się zaczęło.
Podczas Jubileuszu Młodych, który w ubiegłym tygodniu odbywał się w Rzymie, kard. Konrad Krajewski wyznał młodzieży, że nie podobały mu się niedawne antyuchodźcze manifestacje w Polsce i przypomniał, że także Jezus był uchodźcą, bo wraz ze swoimi rodzicami uchodził przed Herodem do Egiptu. No i oczywiście się zaczęło.
Odkąd moje  starsze dzieci wkroczyły na ścieżkę publicznej edukacji, nasz rok dzieli się na dwa sezony: szkolny i wakacyjny. Ten drugi, choć zdecydowanie krótszy, jest niezbędny, by każdy z nas mógł nabrać sił do sensownego funkcjonowania w tym pierwszym. Tak, wiem, to truizm. Ale są też mnie oczywiste wakacyjne korzyści, których wartość odkrywam wraz z upływem lat i dorastaniem moich dzieci. 
Odkąd moje  starsze dzieci wkroczyły na ścieżkę publicznej edukacji, nasz rok dzieli się na dwa sezony: szkolny i wakacyjny. Ten drugi, choć zdecydowanie krótszy, jest niezbędny, by każdy z nas mógł nabrać sił do sensownego funkcjonowania w tym pierwszym. Tak, wiem, to truizm. Ale są też mnie oczywiste wakacyjne korzyści, których wartość odkrywam wraz z upływem lat i dorastaniem moich dzieci. 
Być może nadszedł już czas, aby w kwestii trzeźwości Kościół w Polsce wyszedł z utartych kolein i podjął działania na miarę wielkich propagatorów trzeźwości.
Być może nadszedł już czas, aby w kwestii trzeźwości Kościół w Polsce wyszedł z utartych kolein i podjął działania na miarę wielkich propagatorów trzeźwości.
Kościół żyje historią – tą pisaną przez wieki, i tą, którą tworzą codziennie ludzie różnych pokoleń. Mijający tydzień pokazał, jak jubileuszowe obchody mogą stać się przestrzenią spotkania: seniorów przekazujących mądrość, młodych rozpoczynających swoją drogę oraz misjonarzy nowego czasu – obecnych w cyfrowym świecie. To wyjątkowy czas odkrywania, że życie każdego z nas wpisuje się w większą opowieść. Opowieść, która ma swoje źródło w tradycji, a jednocześnie otwiera się na przyszłość. Mamy swoje miejsce i rolę do spełnienia.
Kościół żyje historią – tą pisaną przez wieki, i tą, którą tworzą codziennie ludzie różnych pokoleń. Mijający tydzień pokazał, jak jubileuszowe obchody mogą stać się przestrzenią spotkania: seniorów przekazujących mądrość, młodych rozpoczynających swoją drogę oraz misjonarzy nowego czasu – obecnych w cyfrowym świecie. To wyjątkowy czas odkrywania, że życie każdego z nas wpisuje się w większą opowieść. Opowieść, która ma swoje źródło w tradycji, a jednocześnie otwiera się na przyszłość. Mamy swoje miejsce i rolę do spełnienia.