Dziś w Ewangelii apostołowie mówią, że w końcu wiedzą, o co chodzi, że w końcu rozumieją Chrystusa, bo mówi bez przypowieści, bo mówi jawnie. Co Jezus im odpowiada?
Czasem może nam się wydawać, że Jezus po Wniębowstąpieniu jest Bogiem nieobecnym, dalekim. To jednak nieprawdziwe myślenie. Dzięki temu, że wstąpił do nieba jest na wyciągnięcie ręki, jest dostępny dla wszystkich poprzez modlitewną ciszę, skupienie.
W dzisiejszej Ewangelii Jezu mówi nam, że o cokolwiek poprosimy Ojca w Jego imię, Bóg da nam. To wszystko dlatego, że ukochaliśmy Pana Jezusa i uwierzyli, że On go posłał.
Pan Jezus wielokrotnie uczy nas, że mamy być jak dzieci - nie jest zachęta do infantylności, jest to zachęta do śledzenia poruszeń swojego serca, do obserwacji tego co się w nim dzieje.
Prawdę o sobie samych możemy przyjąć tylko z Duchem Świętym. Bez Ducha Świętego ta prawda będzie oznaczała, że się nie nadajemy. Ale przeżyta z Duchem Świętym będzie zaproszeniem do wypłynięcia na głębię.
Przeżywając nierzadko tęsknotę za Bogiem potrzebujemy przypominać sobie jego imię. A jego imię brzmi: Jestem. On zawsze jest, zawsze przychodzi i chce, byś ty i ja byli z Nim.
Jezus mówi, że Duch Święty ma nam wszystko wyjaśnić i ma nas pocieszyć. Co tak naprawdę ma nam wyjaśniać i w czym ma nas pocieszać?
W dzisiejszej ewangelii Jezus mówi, że ci, którzy Go kochają - a kochają Go poprzez wypełnienie Jego nauki - zostaną mieszkaniem, do którego On przyjdzie z Ojcem, w którym On z Ojcem zamieszkają. To jest piękna metafora - stać się mieszkaniem Boga.
Naszym zadaniem jest iść do świata, do codzienności, do miejsc, które ją tworzą i po prostu kochać.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus znów mówi o miłości wzajemnej. O tym, żebyśmy siebie miłowali. Ale mówi to w bardzo trudny sposób, bowiem używa słów „to wam nakazuje”.
Słowo "przykazanie" często kojarzy nam się z przymusem i budzi w nas opór. Dlaczego Jezus od nas wymaga, żebyśmy wypełniali Jego przykazania?
Idąc za Jezusem może być tak, że czasem będziemy musieli dać coś odciąć, z czegoś zrezygnować, ale tylko po to, by z nadzieją wypatrywać owoców. Dzisiaj do takiej postawy, pewnej straty, która może okazać się zyskiem, jesteśmy zaproszeni.
Wielkie wojny prawdopodobnie nie zakończą się od tego, że kogoś przeprosimy i wyściskamy. Ale te małe wojenki mogą się zakończyć - a to już dużo.
Czy ty i ja możemy jakoś wpływać na zgodę, możemy redukować podziały? Jedność wynika z relacji z Bogiem, jednak nie znaczy, to, że ma stać z założonymi rękami.
W dzisiejszej Ewangelii jesteśmy w wieczerniku, tuż po wyjściu Judasza. Kiedy wychodzi z wieczernika żeby zdradzić Jezusa, Chrystus mówi, żeby uczniowie wzajemnie się miłowali, że po tym świat pozna, że są Jego uczniami, jeśli będą się wzajemnie miłować.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi, że nikt nie ma większej miłości nad miłość, kiedy ktoś życie oddaje za swoich przyjaciół. A potem mówi te piękne słowa: „wy jesteście moimi przyjaciółmi”.
Używamy różnych symboli, znaków czy barw, żeby jakoś wyróżnić się spośród bezimiennego tłumu i podkreślić swoją przynależność do narodu czy do jakiejś grupy społecznej. Kibice ubierają się w barwy ulubionego zespołu, żeby okazać swoją sympatię i poparcie dla drużyny. Partie polityczne mają swoje logo, które członkowie ugrupowania przypinają do swoich marynarek. Wszystko to ma nam pomóc powiedzieć innym, kim jesteśmy, jakie wartości wyznajemy, czym się interesujemy i co jest dla nas ważne. Także w sferze religijnej istnieje wiele symboli czy znaków, które mają powiedzieć innym o mojej wierze bądź niewierze w Boga, o mojej przynależności wyznaniowej. A co ma wyróżniać chrześcijan?
Dziś Ewangelia zabiera nas do Wieczernika, w którym Jezus myje uczniom stopy. To Słowo przypomina nam, że jesteśmy braćmi i siostrami, że to Bóg jest nad nami, a my wszyscy jesteśmy równi.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus zapewnia nas, że jest jedno z Ojcem, że to Ojciec Go posłał i - co więcej - dał Mu władzę sądzenia i zanoszenia światu światła.
Nie wiem, ile znaków, w swoim życiu widziałeś, jakich dokonywał Pan Bóg, nie wiem, jak dużo słów o Nim usłyszałeś, ale może warto to wszystko wziąć na serio i po prostu Mu uwierzyć.
{{ article.description }}