W dzisiejszym świecie wiele form zniewolenia dotyka każdego z nas. Papież w sposób szczególny porusza problem technologii i wielkich koncernów, które mają dziś czasami większą, choć bardziej subtelną, władzę niż dawniej królowie potęg kolonialnych.
W dzisiejszym świecie wiele form zniewolenia dotyka każdego z nas. Papież w sposób szczególny porusza problem technologii i wielkich koncernów, które mają dziś czasami większą, choć bardziej subtelną, władzę niż dawniej królowie potęg kolonialnych.
Piszę ten tekst w rodzinnych stronach, gdzie wpadłam odwiedzić dzieciaki bawiące na wakacjach u babci. Zza okna dochodzą do mnie odgłosy rodem z potyczki Hunów z Wizygotami w Lasku Bulońskim. Kiedy ostatni raz wyszłam do nich na podwórko z uprzejmą prośbą o uciszenie się, zostałam poinformowana, że trwa właśnie finał zawodów szermierczych - co przy okazji wyjaśniło mi zniknięcie z domu wszystkich łapek na muchy z teleskopową rączką - i że nie mogę oczekiwać, że trybuny kibiców będą zachowywały ciszę. Faktycznie. Gdzieżbym mogła.
Piszę ten tekst w rodzinnych stronach, gdzie wpadłam odwiedzić dzieciaki bawiące na wakacjach u babci. Zza okna dochodzą do mnie odgłosy rodem z potyczki Hunów z Wizygotami w Lasku Bulońskim. Kiedy ostatni raz wyszłam do nich na podwórko z uprzejmą prośbą o uciszenie się, zostałam poinformowana, że trwa właśnie finał zawodów szermierczych - co przy okazji wyjaśniło mi zniknięcie z domu wszystkich łapek na muchy z teleskopową rączką - i że nie mogę oczekiwać, że trybuny kibiców będą zachowywały ciszę. Faktycznie. Gdzieżbym mogła.
Analizując kwestię sposobu patrzenia Maryi na rzeczywistość warto chyba zrobić jeszcze jeden krok i zapytać o to, w jaki sposób w Polsce patrzymy na Matkę Bożego Syna. Czy to jest spojrzenie wzięte z Magnificat?
Analizując kwestię sposobu patrzenia Maryi na rzeczywistość warto chyba zrobić jeszcze jeden krok i zapytać o to, w jaki sposób w Polsce patrzymy na Matkę Bożego Syna. Czy to jest spojrzenie wzięte z Magnificat?
Zdewaluowały nam się słowa, a to zły znak, bo zatracamy to, co mamy najcenniejsze – człowieczeństwo. Nie jest to nostalgia za jakimiś zamierzchłymi czasami. To jest ból naszego dzisiaj. Niektórym wydaje się, że to łatwe narzędzie do przeprowadzenia swoich zamierzeń. Kiedy jednak jest to jakaś droga na skróty, wiedzie ku przepaści.
Zdewaluowały nam się słowa, a to zły znak, bo zatracamy to, co mamy najcenniejsze – człowieczeństwo. Nie jest to nostalgia za jakimiś zamierzchłymi czasami. To jest ból naszego dzisiaj. Niektórym wydaje się, że to łatwe narzędzie do przeprowadzenia swoich zamierzeń. Kiedy jednak jest to jakaś droga na skróty, wiedzie ku przepaści.
Budowanie murów wokół sacrum, by nie pobrudzić człowieczeństwem tego, co święte, to patologia chrześcijańskiej duchowości. Nie można temu, co boskie, przeciwstawiać tego, co szlachetnie ludzkie. Chrystus przebóstwił nasze człowieczeństwo, by sacrum stało się naszą codziennością, zamieszkało w naszych domach, uświęcało nasze spracowane dłonie i pogłębiało nasze relacje.
Budowanie murów wokół sacrum, by nie pobrudzić człowieczeństwem tego, co święte, to patologia chrześcijańskiej duchowości. Nie można temu, co boskie, przeciwstawiać tego, co szlachetnie ludzkie. Chrystus przebóstwił nasze człowieczeństwo, by sacrum stało się naszą codziennością, zamieszkało w naszych domach, uświęcało nasze spracowane dłonie i pogłębiało nasze relacje.
Jak tam wakacje? Pewnie tęsknisz już za szkołą, co? Czy kupiłeś już nowy plecak? I jak tam, już zaraz do szkoły, nie? – te pytania w ciągu ostatniego tygodnia padały w stronę jednego z moich synów wiele razy. W ulubionej piekarni, gdzie mój 10-latek lubi dyskutować z jedną z ekspedientek, pojawiają się praktycznie za każdym razem, gdy się tam pojawiamy. Mój syn zawsze odpowiada tak samo: nie, przecież jest środek wakacji, ja mam jeszcze zaplanowane półkolonie. Dziecko kontra dorośli? Czy może bycie tu i teraz kontra wybieganie w przyszłość?
Jak tam wakacje? Pewnie tęsknisz już za szkołą, co? Czy kupiłeś już nowy plecak? I jak tam, już zaraz do szkoły, nie? – te pytania w ciągu ostatniego tygodnia padały w stronę jednego z moich synów wiele razy. W ulubionej piekarni, gdzie mój 10-latek lubi dyskutować z jedną z ekspedientek, pojawiają się praktycznie za każdym razem, gdy się tam pojawiamy. Mój syn zawsze odpowiada tak samo: nie, przecież jest środek wakacji, ja mam jeszcze zaplanowane półkolonie. Dziecko kontra dorośli? Czy może bycie tu i teraz kontra wybieganie w przyszłość?
Wszystko wskazuje na to, że w 2028 roku Leon XIV odwiedzi Polskę. Papieska pielgrzymka będzie dwunastą wizytą głowy Kościoła katolickiego w naszym kraju. Polacy pozostają jednak wobec nowego papieża powściągliwi, a polski Kościół mierzy się z coraz poważniejszym problemem pustoszejących świątyń. Czy wizyta Leona XIV może coś w tej sytuacji zmienić?
Wszystko wskazuje na to, że w 2028 roku Leon XIV odwiedzi Polskę. Papieska pielgrzymka będzie dwunastą wizytą głowy Kościoła katolickiego w naszym kraju. Polacy pozostają jednak wobec nowego papieża powściągliwi, a polski Kościół mierzy się z coraz poważniejszym problemem pustoszejących świątyń. Czy wizyta Leona XIV może coś w tej sytuacji zmienić?
W ostatnich latach krzywym zwierciadłem, w którym przeglądamy swoje wady narodowe, stała się polska produkcja Netflixa. Serial „1670” zyskał ogromną popularność dlatego, że pozwolił spojrzeć na nasze przywary z uśmiechem na twarzy. Za to po końcowych napisach nie wiadomo już, czy dalej się śmiać, czy może już zacząć płakać.
W ostatnich latach krzywym zwierciadłem, w którym przeglądamy swoje wady narodowe, stała się polska produkcja Netflixa. Serial „1670” zyskał ogromną popularność dlatego, że pozwolił spojrzeć na nasze przywary z uśmiechem na twarzy. Za to po końcowych napisach nie wiadomo już, czy dalej się śmiać, czy może już zacząć płakać.
Po raz pierwszy zobaczyłam ten billboard, wracając z wakacji. „Mówisz: Chodź do pańci! Myślisz: Perła". Uśmiechnięta kobieta, wesoły pies, smycz. Na naszej trasie przez Polskę były i inne warianty: „Mówisz: żelazko. Myślisz: Perła". „Mówisz: Tak!" - na grafice facet klęka z pierścionkiem - i wiesz, co niby myśli kobieta. Wiem, wiem. To tylko reklama. Ktoś ją wymyślił, zapewne specjalnie kontrowersyjnie, by długo w sieci hulało jej echo, ktoś kupił, ktoś na tym na pewno zarobi, a za pół roku nikt jej nie będzie pamiętał. A jednak mimo wszystko wciąż mam nadzieję, że rozmawianie o niej nie tylko przyniesie zyski pewnemu browarowi.
Po raz pierwszy zobaczyłam ten billboard, wracając z wakacji. „Mówisz: Chodź do pańci! Myślisz: Perła". Uśmiechnięta kobieta, wesoły pies, smycz. Na naszej trasie przez Polskę były i inne warianty: „Mówisz: żelazko. Myślisz: Perła". „Mówisz: Tak!" - na grafice facet klęka z pierścionkiem - i wiesz, co niby myśli kobieta. Wiem, wiem. To tylko reklama. Ktoś ją wymyślił, zapewne specjalnie kontrowersyjnie, by długo w sieci hulało jej echo, ktoś kupił, ktoś na tym na pewno zarobi, a za pół roku nikt jej nie będzie pamiętał. A jednak mimo wszystko wciąż mam nadzieję, że rozmawianie o niej nie tylko przyniesie zyski pewnemu browarowi.
Jakie treści można umieścić na spersonalizowanych puszkach Coca Cali? Czy imię Jezusa przejdzie przez filtry konfiguratora? Wbrew pozorom sprawa wcale nie jest trzeciorzędna.
Jakie treści można umieścić na spersonalizowanych puszkach Coca Cali? Czy imię Jezusa przejdzie przez filtry konfiguratora? Wbrew pozorom sprawa wcale nie jest trzeciorzędna.
Choć wszyscy dążymy do autentyczności i wyjątkowości, współczesny, zglobalizowany świat cyfrowy sprowadza nas do sztampowych symboli i sztucznych avatarów. Rozwój technologii oraz sztucznej inteligencji zamiast zbliżać ludzi, stworzył zamaskowaną rzeczywistość i pogłębił kryzys relacji. Odpowiedzią na ten cyfrowy zaułek może być jednak powrót do wewnętrznej prawdy i sprawdzonych metod rozeznawania.
Choć wszyscy dążymy do autentyczności i wyjątkowości, współczesny, zglobalizowany świat cyfrowy sprowadza nas do sztampowych symboli i sztucznych avatarów. Rozwój technologii oraz sztucznej inteligencji zamiast zbliżać ludzi, stworzył zamaskowaną rzeczywistość i pogłębił kryzys relacji. Odpowiedzią na ten cyfrowy zaułek może być jednak powrót do wewnętrznej prawdy i sprawdzonych metod rozeznawania.
Ostatnio przemierzałam zakamarki internetu i natknęłam się na filmik, który zmroził mnie bardziej niż zimna kawa wypita w biegu. Dziewczyna wrzuciła nagranie z oświadczyn. Oboje z partnerem wrócili właśnie z pięknych, wyczekanych wakacji, na których – powiedzmy sobie szczerze – pewnie co druga osoba spodziewałaby się pierścionka w blasku zachodzącego słońca. Ale jej chłopak zrobił coś o wiele bardziej osobistego. Oświadczył się jej w ich własnym domu, który wcześniej cały przyozdobił balonami. Dziewczyna – po dwudziestu godzinach podróży, w wyciągniętym dresie, niewyspana, zmęczona, ale z pewnością ze ściśniętym ze wzruszenia gardłem – powiedziała "tak".
Ostatnio przemierzałam zakamarki internetu i natknęłam się na filmik, który zmroził mnie bardziej niż zimna kawa wypita w biegu. Dziewczyna wrzuciła nagranie z oświadczyn. Oboje z partnerem wrócili właśnie z pięknych, wyczekanych wakacji, na których – powiedzmy sobie szczerze – pewnie co druga osoba spodziewałaby się pierścionka w blasku zachodzącego słońca. Ale jej chłopak zrobił coś o wiele bardziej osobistego. Oświadczył się jej w ich własnym domu, który wcześniej cały przyozdobił balonami. Dziewczyna – po dwudziestu godzinach podróży, w wyciągniętym dresie, niewyspana, zmęczona, ale z pewnością ze ściśniętym ze wzruszenia gardłem – powiedziała "tak".
Na przestrzeni wieków chrześcijaństwo miało różnych wrogów i ma też dzisiaj wielu zdeklarowanych przeciwników. Największym jednak wrogiem Ewangelii byli zawsze ci, którzy podszywając się pod chrześcijan, szerzyli nienawiść i traktowali religię jako narzędzie do osiągnięcia i utrzymania władzy – farbowane lisy.
Na przestrzeni wieków chrześcijaństwo miało różnych wrogów i ma też dzisiaj wielu zdeklarowanych przeciwników. Największym jednak wrogiem Ewangelii byli zawsze ci, którzy podszywając się pod chrześcijan, szerzyli nienawiść i traktowali religię jako narzędzie do osiągnięcia i utrzymania władzy – farbowane lisy.
Zaczął się sierpień, miesiąc kojarzony w Kościele z trzeźwością. Gdy myślę “trzeźwość” nie widzę braku alkoholu czy narkotyków, ale moją pierwszą myślą jest “trzeźwy to ten, który jest w relacji”. Przede wszystkim z samym sobą, wszak alkoholizm uważany jest za chorobę ludzkiego wnętrza.
Zaczął się sierpień, miesiąc kojarzony w Kościele z trzeźwością. Gdy myślę “trzeźwość” nie widzę braku alkoholu czy narkotyków, ale moją pierwszą myślą jest “trzeźwy to ten, który jest w relacji”. Przede wszystkim z samym sobą, wszak alkoholizm uważany jest za chorobę ludzkiego wnętrza.
Ministerstwo Sprawiedliwości skrytykowało przygotowany przez Konferencję Episkopatu Polski projekt statutu "Komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele". Skrytykowało to zresztą chyba dość delikatne stwierdzenie. Krytyka jest druzgocąca. Pozostańmy jedynie przy tym, że projekt statutu uznano za niezgodny z prawem polskim oraz europejskim.
Ministerstwo Sprawiedliwości skrytykowało przygotowany przez Konferencję Episkopatu Polski projekt statutu "Komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele". Skrytykowało to zresztą chyba dość delikatne stwierdzenie. Krytyka jest druzgocąca. Pozostańmy jedynie przy tym, że projekt statutu uznano za niezgodny z prawem polskim oraz europejskim.
Czas sprawia, że patrzymy na własne życie z większym dystansem. Dostrzegamy własne błędy i zaczynamy rozumieć, co można było zrobić inaczej. Zmienia się także sposób patrzenia na decyzje własne i innych, zwłaszcza te, które miały wpływ na nasze życie. Łatwo ulec pokusie, by oceniać przeszłość w sposób zero-jedynkowy, bez próby zrozumienia ówczesnego kontekstu.
Czas sprawia, że patrzymy na własne życie z większym dystansem. Dostrzegamy własne błędy i zaczynamy rozumieć, co można było zrobić inaczej. Zmienia się także sposób patrzenia na decyzje własne i innych, zwłaszcza te, które miały wpływ na nasze życie. Łatwo ulec pokusie, by oceniać przeszłość w sposób zero-jedynkowy, bez próby zrozumienia ówczesnego kontekstu.
Choć cała encyklika Magnifica Humanitas Leona XIV ma podtytuł „O trosce o osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji”, to dopiero w trzecim rozdziale zatrzymuje się on nad fenomenem chatbotów, które niespodziewanie stały się naszą codziennością i choć zaczęły rozwiązywać mnóstwo problemów, z którymi się zmagaliśmy, tak równocześnie stworzyły nowe, często znacznie bardziej poważne i wnikające w samo sedno naszego człowieczeństwa i myślenia o świecie. Papież nie próbuje powiedzieć, że technologia jest zła, ale zwraca uwagę na niespotykane dotąd wyzwania z nią związane.
Choć cała encyklika Magnifica Humanitas Leona XIV ma podtytuł „O trosce o osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji”, to dopiero w trzecim rozdziale zatrzymuje się on nad fenomenem chatbotów, które niespodziewanie stały się naszą codziennością i choć zaczęły rozwiązywać mnóstwo problemów, z którymi się zmagaliśmy, tak równocześnie stworzyły nowe, często znacznie bardziej poważne i wnikające w samo sedno naszego człowieczeństwa i myślenia o świecie. Papież nie próbuje powiedzieć, że technologia jest zła, ale zwraca uwagę na niespotykane dotąd wyzwania z nią związane.
Od kiedy zdarzyło mi się śledzić słynny stream Łatwoganga na rzecz fundacji Cancer Fighters, algorytm nie ustaje w próbach przechwycenia mojej uwagi nietuzinkowymi akcjami o charytatywnym wydźwięku. W ten weekend mu się udało. Raz po raz zaglądałam na YouTube'a, żeby z zapartym tchem obserwować niesamowity wyczyn dwojga Polaków, próbujących przepłynąć wpław Bałtyk na trasie Szwecja-Polska.
Od kiedy zdarzyło mi się śledzić słynny stream Łatwoganga na rzecz fundacji Cancer Fighters, algorytm nie ustaje w próbach przechwycenia mojej uwagi nietuzinkowymi akcjami o charytatywnym wydźwięku. W ten weekend mu się udało. Raz po raz zaglądałam na YouTube'a, żeby z zapartym tchem obserwować niesamowity wyczyn dwojga Polaków, próbujących przepłynąć wpław Bałtyk na trasie Szwecja-Polska.
Nie jest żadnym odkryciem stwierdzenie, że podejście do spraw wiary i religii jest inne w dużych i średnich miastach niż na wsiach i w miasteczkach. Co z tego wynika dla Kościoła w Polsce?
Nie jest żadnym odkryciem stwierdzenie, że podejście do spraw wiary i religii jest inne w dużych i średnich miastach niż na wsiach i w miasteczkach. Co z tego wynika dla Kościoła w Polsce?
Być może problem jest całkowicie wydumany, bo przecież nikt normalny nie myśli o własnym pogrzebie – niech się o to martwią ci, co pozostaną. Jednak w moim kościelnym środowisku pytanie to odżywa co roku – i bynajmniej nie tyle jest wyrazem troski o przebieg żałobnych egzekwii, podczas których to my – a właściwie to, co po nas zostanie – będziemy w centrum uwagi, ale jest wyrazem niepokoju o dramatyczną statystykę powołań. Jesteśmy w połowie wakacji, czas więc, aby po raz kolejny zadać to sakramentalne pytanie.
Być może problem jest całkowicie wydumany, bo przecież nikt normalny nie myśli o własnym pogrzebie – niech się o to martwią ci, co pozostaną. Jednak w moim kościelnym środowisku pytanie to odżywa co roku – i bynajmniej nie tyle jest wyrazem troski o przebieg żałobnych egzekwii, podczas których to my – a właściwie to, co po nas zostanie – będziemy w centrum uwagi, ale jest wyrazem niepokoju o dramatyczną statystykę powołań. Jesteśmy w połowie wakacji, czas więc, aby po raz kolejny zadać to sakramentalne pytanie.