Od strony wiernych obowiązki są trzy: być w przygotowanym domu w wyznaczonej odgórnie godzinie, być miłym i się uśmiechać, wręczyć kopertę. Od strony księży obowiązków jest więcej: poświęcić mieszkanie. Cichcem albo bez krycia się uzupełnić administracyjne rubryczki. Przepytać o stan religijności domowników, obejrzeć zeszyty szkolne. Wziąć kopertę.
Prezydent Trump we wrześniu zeszłego roku zmienił nazwę Departamentu Obrony na Departament Wojny. W konsekwencji Sekretarz Obrony Stanów Zjednoczonych Ameryki stał się Sekretarzem Wojny. Jak możemy wnioskować z doniesień prasowych, nie chodziło Trumpowi o kosmetyczną zmianę nazwy, lecz o przywrócenie etosu wojownika. Wraz z nową „orwellowską” nazwą urzędu, nasiliła się wojenna retoryka i straszenie użyciem siły.
Obchodzimy dziś dzień dziadka, a w mojej głowie kołysze się myśl: senior, czyli kto? Człowiek samotny, nieużyteczny, niepotrzebny, ubogi? Przecież wielu dziadków tak właśnie się czuje. Szczególnie, gdy nie są już w stanie niczego dać poza swoją obecnością, często naznaczoną chorobą, cierpieniem, problemami wynikającymi z podeszłego wieku. Czy to jest jednak pełen obraz starości? Dla mnie nie…
Od ponad trzech dekad druga połowa stycznia w Polsce oznacza nie tylko finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, ale też powracającą debatę o tym, komu i czy w ogóle warto przekazywać pieniądze. Spór wokół WOŚP, jej założyciela oraz relacji z Kościołem i innymi organizacjami charytatywnymi stał się stałym elementem publicznej dyskusji, która – mimo upływu lat – wciąż budzi silne emocje.
Dzień Babci i Dzień Dziadka to moment, który powinien skłaniać do refleksji. Nie tylko nad relacją z tymi bliskimi osobami, ale także nad kondycją porozumienia międzypokoleniowego w naszym społeczeństwie. Tymczasem starsi narzekają na młodych, a młodzi krytykują starszych. Zamiast wspólnie iść do przodu, tkwimy w podziałach, których głównym wyznacznikiem pozostaje data urodzenia.
Teobańkologia to jedna z największych internetowych „parafii” w polskim internecie. Jej „proboszcz” został ukarany. „Parafianom” nie wyjaśnia się nic. Panuje cisza. Pytanie tylko, czy milczenie to jest dobra decyzja, jeśli już sprawę z detalami nagłośniła większość mediów w Polsce.
Gdy przebywam w ich towarzystwie, udziela mi się ich dystans do świata, wewnętrzny pokój i hart ducha, którego nie łamią życiowe niepowodzenia i dostatki. Ich wyjątkowość tworzy suma doświadczeń, które przeżyli. Mają w sobie wewnętrzną wolność, spełnienie, gotowość do służenia innym, mądrość płynącą z doświadczenia, ale też kruchość i słabość, która daje do myślenia.
Problemem są dostępne dzisiaj dla każdego możliwości produkowania z użyciem sztucznej inteligencji fałszywych przekazów dotyczących także spraw wiary i religii. Kłamliwe, niezgodne z nauczaniem Kościoła treści można przy odrobinie złej woli włożyć w usta niemal każdego.
Miniony rok był dla bardzo wielu, jeśli nie wszystkich, czasem zaskoczeń i nagłych zwrotów akcji. Także dla Kościoła był to rok niezwykły. Dokonało się tak wiele. Śmierć papieża Franciszka, choć już od jakiegoś czasu oczekiwana, przyszła szybko i trochę jakby z zaskoczenia. Wybór Leona pod wieloma względami przełamał kilka ‘oczywistych’ – zdawałoby się – prawideł rządzących mechanizmami watykańskimi. Stało się to jeszcze bardziej niezwykłe w obliczu tego, czego byliśmy świadkami w polityce ogólnoświatowej.
Dlaczego ludzie odchodzą z Kościoła? Mówi się, że skandale, że to i tamto, ale jestem zdania, że owszem, to widać z wierzchu, ale jest pod tym problem podstawowy i on wynika z czego innego. Według mnie są trzy rzeczy, które można by zrobić, żeby go rozwiązać. I jako teolog nie rozumiem, dlaczego nie zostało to jeszcze uporządkowane przez nasz Episkopat.
Mark Zuckerberg założył Facebooka w wieku 19 lat, Steve Jobs założył firmę Apple, gdy miał 21 lat, Bill Gates rozwinął w pełni swoją działalność przed ukończeniem 20. roku życia. Jezus natomiast rozpoczął publiczną działalność, gdy miał ponad 30 lat. Czy był mniej zdolny od współczesnych nam ludzi, że potrzebował tyle czasu?
Kilka dni temu przeżywaliśmy Niedzielę Chrztu Pańskiego. Wielu z nas usłyszało tego dnia pytanie o chrzest: czy znamy datę swojego, albo czy świadomie prosiliśmy Kościół o ten sakrament dla naszych dzieci? We mnie ta niedziela zostawiła jednak dużo więcej pytań…
Konsystorze nadzwyczajne mają sprzyjać szczerej, spokojnej dyskusji kardynałów. Tymczasem ich treść regularnie trafia do mediów. Czy to znak nowej kościelnej transparentności, czy raczej dowód na to, że poufność w Kurii Rzymskiej stała się fikcją?
Po amerykańskiej operacji w Wenezueli i schwytaniu Nicolása Maduro w mediach natychmiast wybuchło tsunami interpretacji, opinii i teorii. Jak to przeprowadzono? Dlaczego? Co dalej? W tym gąszczu spekulacji moją uwagę zwróciły słowa pewnego polityka, który zapytany o opinię odparł: “Nie wiem. Nie mam odpowiedzi na to pytanie”. I wtedy pojawiła się myśl: czy dziś naprawdę musimy znać się na każdym temacie?
Niedziela. Słucham podsumowania minionego roku z perspektywy naszego proboszcza. Uśmiecham się w duchu, bo brzmi to w sumie jak litania wdzięczności, a przecież, jak ktoś w tej parafii żyje w środku, to wie, że trosk i trudów mu nie brakuje. W jego wypowiedzi nie ma jednak "malowania trawników", tylko bardzo ludzkie, mądre i wyrozumiałe postawienie akcentu. Słyszę w jego wypowiedzi wielkie pragnienie: "chcę, byście się czuli w tym kościele jak w domu i wiem, że proste >dziękuję< łatwiej dociera do serc niż miliony >proszę<". Od razu staje mi przed oczami bożonarodzeniowa liturgia w moich rodzinnych stronach. Dlaczego?
Nie wiem, co tak naprawdę stało się w szkole w Kielnie. Czy przedmiot, który nauczycielka wrzuciła do kosza, był „krzyżem z przeznaczeniem do kultu”, czy plastikowym „fragmentem halloweenowego przebrania”? Media, których podstawowym zadaniem jest zarówno informowanie, jak i pomaganie odbiorcom w zrozumieniu tego, o czym powiadamiają, w tym przypadku tej powinności nie sprostały – zwłaszcza te mieniące się katolickimi czy prawicowymi, od których z oczywistych powodów należałoby oczekiwać najwyższej solidności.
Widać wyraźnie, że Leon XIV swoją pasterską misję na Tronie Piotrowym traktuje z ogromną powagą i nie zamierza ograniczać swych zainteresowań i działań tylko do sfery religijnej i duchowej. Wśród jego priorytetów jest pokój, ale nie ten „przez siłę”.
Świat na początku tego nowego roku wydaje się być w stanie wrzenia. Nie chodzi tylko o różnorakie konflikty zbrojne, ekonomiczne czy społeczne. Zmieniły się relacje między ludźmi i narodami, zniszczone zostały w znaczący sposób struktury międzynarodowe i dotychczasowe ramy współpracy. W dużej mierze z powodu wolty, jaką wykonały Stany Zjednoczone, ale nie tylko. Miniony rok to także szczególny czas dla Kościoła z powodu śmierci Franciszka i wyboru na urząd piotrowy Leona XIV. Nie bez znaczenia jest też zmiana w naszym codziennym sposobie funkcjonowania, jaką przynosi ‘nowość’, czyli sztuczna inteligencja. Rozpoczynamy ten rok w zupełnie nowej rzeczywistości.
Jest coś głęboko niepokojącego w tym, jak często Skolim pojawia się dziś w przestrzeni medialnej nie jako kontrowersyjny artysta disco polo, lecz jako… przykład wiary. Człowiek, o którym portale piszą z nabożnym tonem: „Jezus jest moim idolem”, „nie wstydzi się chrześcijańskich wartości”, „dziękował Matce Bożej”, „regularnie chodzi do kościoła”. Obraz niemal wzorcowy. Prawie katechetyczny.
Pierwszy sondaż popularności Kościoła w Polsce, jaki opublikowano z początkiem roku, a przygotowano na zlecenie Wirtualnej Polski jeszcze w grudniu, wypadł źle. Można powiedzieć, że znowu pokazano Kościołowi żółtą kartkę. Wprawdzie z jednej strony już nam to trochę spowszedniało i przyzwyczailiśmy się do tych „żółtych kartek”, bo od lat wszystkie sondaże wypadają tak samo, z drugiej jednak budzi to niepokój: w końcu to naturalna kolej rzeczy, że po żółtych kartkach przychodzi czas na kartkę… czerwoną.
{{ article.description }}