Gdy w kościołach był czytany wiadomy list, miałam weekend offline. Kazanie było do dzieci i do poniedziałku rano nie wiedziałam nawet, że był jakiś list. Gdy zajrzałam w media społecznościowe, zalała mnie… niespotykanych rozmiarów fala wpisów o Żydach, Izraelu i judaizmie. I może dlatego ten list przyniósł tyle oburzenia i komentarzy: bo był napisany w jednej przestrzeni myślowej, a trafił do odbiorców, którzy są w zupełnie innej.
Wciąż podgrzewana w przestrzeni publicznej kłótliwość produkuje zastępy ślepców, którzy twierdzą, że widzą lepiej niż inni, a tymczasem „własna złość ich zaślepiła” (Mdr 2,21b). Ich świat jest pełen wrogów i zagrożeń, spisków i pułapek, gdzie każdy gest otwartości i hojności jest podejrzany, gdzie każda życzliwość i dobry czyn budzą nieufność. To nigdy nie był mój świat.
Myślę o obchodzonym wczoraj dniu świętości życia i o tym, z czym się nam kojarzy. Walka o życie nienarodzonych i duchowa adopcja to piękne i bardzo potrzebne przestrzenie. Cieszę się, że mówi się o nich głośno. Jednocześnie bardzo brakuje mi głosów o dalszej walce, tak jakby dziecko zaraz po narodzinach stało się zakończonym projektem. Tymczasem dzieci rosną, dojrzewają, stają się dorosłymi. I przestają patrzeć na swoje życie jak na świętość.
List biskupów z okazji rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze mógłby przejść bez większego echa, gdyby nie to, że dotyka jednego z najbardziej wrażliwych punktów współczesnego katolicyzmu: relacji z judaizmem. A tam, gdzie emocje splatają się z teologią i historią, łatwo o spór, który wykracza daleko poza sam dokument. Tyle tylko, że to spór w jakimś sensie groteskowy.
Świat pełen możliwości stał się codziennością współczesnego człowieka. Każdego dnia stajemy przed kolejnymi wyborami. O ile te mniejsze nie stanowią większego problemu, o tyle te naprawdę ważne potrafią spędzać sen z powiek. Z lęku przed odpowiedzialnością zaczęliśmy więc od nich uciekać. Tak stworzyliśmy rzeczywistość otwartych opcji, w której decyzje przestały być definitywne, a słowo „zobowiązanie” zaczęło budzić niepokój.
Episkopat opublikował list do wiernych z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze. Dokument, który dotyka relacji chrześcijańsko-żydowskich oraz problemu antysemityzmu, wywołał burzę. Skala reakcji jest bezprecedensowa: od rzeczowej krytyki po zarzuty o herezję. Jeśli mierzyć temperaturę debaty liczbą komentarzy, mamy do czynienia z jednym z najgłośniejszych listów biskupów w historii.
Wielkanoc nie jest nagrodą za dobrze wykonany projekt duchowy ani dyplomem za czterdzieści dni wysiłku. Pan Bóg nie oczekuje od nas przecież wielkopostnych raportów. Nie siada w Niedzielę Palmową z notesem i nie podlicza, ile razy odprawiliśmy drogę krzyżową, ile słodyczy sobie odmówiliśmy i ile razy udało nam się być cierpliwymi wobec bliźnich. Zmartwychwstanie jest łaską, a nie premią za dobre zachowanie.
Wiadomo, że większość amerykańskich katolików w wyborach zagłosowała na obecnego prezydenta ich kraju. Czy chcieliby też, aby Donald Trump został katolikiem?
Wielokrotnie powtarzane były te słowa w ostatnim czasie z Watykanu – ‘rozbroić serca’. Mówił o nich Franciszek. Powtarzał je już kilka razy w oficjalnych wypowiedziach papież Leon XIV. A świat zbroi się na potęgę, toczy się wiele wojen, niektóre już od lat. Wszystko zdaje się być rozchwiane i poza wszelką kontrolą.
Najwięcej informacji w mediach odnosi się do polityków: im bardziej „błaznują”, tym chętniej o nich czytamy. Na kolejnym miejscu są celebryci. Nie wiadomo dlaczego są sławni, bo zasadniczo nic sensownego nie mają do powiedzenia. Nieco w cieniu mediów żyją „tłuste koty”: działacze. Oni to m.in. opanowali świat sportu, ale słyszymy o nich wyłącznie wtedy, gdy dojdzie do jakiegoś skandalu. Za to wytworem naszych czasów są aktywiści, czyli sympatyczni „zadymiarze”, żyjący od akcji do akcji, głośno krzyczący, że ogólnie jest źle i że ktoś coś powinien z tym zrobić. Ale czy zdajemy sobie sprawę, że wszystkie te grupy spotkać można także w świecie Kościoła?
Znajomość islamu nie jest mocną stroną katolików w Polsce. Nigdy nie mieliśmy wielu wyznawców Mahometa w naszym kraju, więc niewielu się nim interesowało. Wyjątek stanowią Tatarzy, których islam jest specyficzny. Szkoda, że podczas lekcji religii w szkołach niewiele mówi się o muzułmanach, ich religii i kulturze. To zaniedbanie przekłada się na rozwój w polskim społeczeństwie uprzedzeń i wrogości.
Gdy myślę o patronie dzisiejszego dnia, św. Józefie, od razu przychodzi mi do głowy zadanie: milcz i działaj. W świecie, w którym jest tak wiele głosów (dźwięków, opinii na każdy temat, informacji zalewających nas zewsząd), patrzę na św. Józefa i podziwiam jego milczenie.
„Trzeba unikać aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń, które żyły w innych czasach i w innych okolicznościach. Potrzeba pokornej szczerości, by nie negować grzechów przeszłości, ale też nie rzucać lekkomyślnie oskarżeń bez rzeczywistych dowodów, nie biorąc pod uwagę różnych ówczesnych uwarunkowań” – te słowa Benedykta XVI wypowiedziane w Warszawie 25 maja 2006 r. do polskiego duchowieństwa nie tracą nic ze swej aktualności.
Interaktywność internetu dała każdemu z nas nowe możliwości, zwłaszcza w kwestii wolności wypowiedzi i oceniania otaczającej nas rzeczywistości. Szybko jednak zachłysnęliśmy się tą swobodą, czego skutki widzimy niemal codziennie. Rzucić oskarżeniem, osądzić, obrazić czy wyśmiać kogoś w komentarzu – to przychodzi z zaskakującą łatwością. Problem zaczynamy dostrzegać dopiero wtedy, gdy okazuje się, że ten miecz jest zawsze obosieczny.
Rano był pogrzeb, zupełnie nieoczekiwany. Nazywała się Aśka Chudzik RSCJ. Nie Joanna, nie Asia, zawsze Aśka (siostry za granicy piszą o niej Ashka). Odeszła tak nagle, że wszystkich pozostawiła w szoku. Z dnia na dzień, w pełni sił i zdrowia, z wieloma planami. Jeszcze wieczorem była na modlitwie, żartowała ze wspólnotą. Rano już Pan zabrał ją do siebie. W biegu. To cała ona - wzięła i sobie umarła. Jak dowiedzieliśmy się na pogrzebie, w taki sam sposób wstępowała do zakonu. Przyjechała do Warszawy do znajomego księdza, kazała się zawieść do klasztoru na Tanecznej i powiedziała, że tu już zostaje. Nikt nie wiedział. Po prostu wzięła i wstąpiła.
Jedno wydaje się coraz bardziej oczywiste: z cyfrowym światem jest coś nie tak, a zostawianie go bez nadzoru prowadzi do coraz większych problemów społecznych. Pełen jest dziś historii o tym, że wystarczy jeden genialny pomysł, by prowadzić łatwe życie bez ograniczeń, że młodość musi być spektakularna, intensywna, kolorowa, pełna niezwykłych doświadczeń, które dobrze wyglądają na zdjęciach. A jeśli nie jesteś szczęśliwy, to znaczy, że za mało nad sobą pracujesz Nic dziwnego, że masz za mało lajków...
W Polsce widać tęsknotę za ludźmi potrafiącymi poprowadzić innych bez wykluczania kogokolwiek i bez uprawiania wielowarstwowej prywaty. Stąd reakcje na powierzenie kard. Krajewskiemu troski o archidiecezję łódzką.
Słowo dla chrześcijan znaczy bardzo dużo. Wszystko ma swój początek w Słowie. Świat został stworzony przez Słowo („wszystko przez nie się stało”). My także, każdy z nas, jesteśmy takim wypowiedzianym słowem Boga do świata. A jednocześnie słowo może wszystko niszczyć. Wiele ludzkich dramatów zaczyna się od słów, często, niestety, niepotrzebnie wypowiedzianych.
Czym tak właściwie jest synod? Choć z synodalnością oswajamy się od ładnych kilku lat, wciąż nie dla wszystkich jest jasne, co to właściwie jest. Ni pies, ni wydra. Zmiany, po których nie wiadomo, czego się spodziewać. Jakieś majstrowanie przy Kościele – takie podejrzliwe spojrzenia często można zaobserwować. A jak do tego kardynał dorzuca słowa, że trzeba przeorać, to już w ogóle strach się bać.
Deon.pl
Jak wiemy z pierwszych stron Biblii, Abel nie miał dzieci. Bóg natomiast obdarzył potomstwem jego brata Kaina. Czy w takim razie pochodzimy od tego biblijnego bratobójcy? Czy po nim odziedziczyliśmy zdolność do zabijania najbliższych nam ludzi słowem, milczeniem, knowaniem?
{{ article.description }}