Kościół zawsze angażował się w politykę, ale też starał się trzymać rozsądny dystans, traktując te interwencje jako konieczne opowiedzenie się po stronie ludzi marginalizowanych. Robił to w imię Ewangelii i z poczucia obowiązku. Stąd na życzliwość Kościoła mogli kiedyś liczyć niewolnicy, potem uciskani chłopi, robotnicy, migranci i inni. Przez całą historię były to jednak interwencje okazjonalne, dokonywane w miarę potrzeby. W naszych czasach nastąpiło wyraźne przesunięcie: Kościół przestał „interweniować” w politykę, a zaczął nią „żyć”, a nawet rościć sobie prawo do jej „kreowania”.
Nic nie wskazuje na to, by amerykański prezydent, który od kilku dni publicznie krytykuje papieża Leona XIV szybko skończył swój spektakl. Po tym, jak papież w Niedzielę Palmową mówił, że Jezus nie słucha modlitw prowadzących wojny, a potem uznał groźby Trumpa mówiącego o „zniszczeniu całej cywilizacji irańskiej” za niedopuszczalne, Trump skrytykował Leona XIV zarzucając mu „schlebianie radykalnej lewicy”, zgodę na to, by Iran miał broń atomową oraz to, że „papież jest słaby w walce z przestępczością i fatalny w polityce zagranicznej”. Trump sugerował też, że to dzięki niemu Leon XIV został papieżem, ponieważ jak dowodził, kardynałowie uczestniczący w konklawe wybrali na głowę Kościoła katolickiego Amerykanina, aby ułatwić sobie relacje z prezydentem USA.
Człowiek łatwo przyzwyczaja się do różnych schematów. Zwykle bardziej cenimy stabilność niż konieczność ciągłego dostosowywania się do zmian. Bywa jednak, że największy dyskomfort nie wynika ze zmiany w naszym własnym życiu, ale ze zmiany w kimś z naszego otoczenia.
Nie sądzę, żebyśmy nagle odłożyli wszystkie narzędzia i wrócili do świata sprzed kilku dekad. To ani możliwe, ani dobre. Ale coraz mocniej czuję, że potrzebujemy odzyskać coś znacznie ważniejszego niż kontrolę nad technologią.
Część mieszkańców naszej planety, w tym również niejeden katolik, z zapartym tchem śledzi relacje między papieżem pochodzącym ze Stanów Zjednoczonych a prezydentem USA. Coraz bardziej stanowcze i coraz ostrzejsze wypowiedzi Leona XIV w ostatnich tygodniach w kwestii wojny i pokoju nie pozostawiają wątpliwości, że odnoszą się do decyzji i działań amerykańskiego przywódcy. Donald Trump także nie kryje swojej niechęci do aktualnego następcy św. Piotra.
Wielkanoc to czas kontrastujących przeżyć. Radość i smutek, życie i śmierć, egzaltacja i depresja, każde w całej gamie swoich odcieni, towarzyszą nam w tych dniach szczególnie. Piszę o tym w kontekście chrześcijańskich świąt Wielkiej Nocy, ale nie dotyczy to tylko chrześcijan. Dotyczy to każdego człowieka, nawet jeśli nie łączy tego z wyznawaną wiarą.
Od kilku dni się zastanawiam, co bym zrobiła, gdyby dziewczyna z Malca była moją córką. Gdyby to moje dziecko ksiądz całował po rękach, by zaraz napiętnować je z ambony tylko po to, żeby udowodnić swoją rację, i to mijającą się z nauczaniem Kościoła.
Śledząc, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, mam przed oczyma dwa rozjuszone koguty, skaczące sobie do gardeł. Kto mógłby obniżyć ten poziom emocji i doprowadzić do zgody między Waszyngtonem a Teheranem? Mediacji podjął się jeden z pakistańskich polityków, którzy nawet we własnym kraju nie są w stanie zapewnić obywatelom bezpieczeństwa. Czy można takiemu mediatorowi zaufać? Jakim państwem jest Pakistan, który przyjął kluczową rolę w negocjacjach między Iranem i Stanami Zjednoczonymi?
Za kilka dni obchodzić będziemy Niedzielę Miłosierdzia, uroczystość ustanowioną w 2000 roku przez św. Jana Pawła II. Słusznie kojarzy się nam z Koronką do Miłosierdzia Bożego i ze św. Faustyną Kowalską. Jednak nie byłabym sobą, nie pytając: i co z tego? Co z tej uroczystości bierzesz dla siebie? Dlaczego ona jest tak ważna? Nie w teorii, wyczytanej z dokumentów Kościoła, ale dla mnie - tu i teraz.
Teorie spiskowe nie są wynalazkiem współczesności – ich mechanizm opisano nawet w Ewangelii. Dziś, podobnie jak przed wiekami, obok relacji świadków funkcjonują alternatywne narracje, często oparte na strachu, emocjach i interesach, które potrafią skutecznie podważać fakty i kształtować społeczne przekonania.
Zmartwychwstanie nie zmieniło świata w jednej chwili w taki sposób, żebyśmy nie mieli już żadnych pytań i żadnych trudności. Nie chodzi o nagły przełom, który wszystko ustawia na swoim miejscu, tylko o drogę światła, które potrzebuje czasu. Światła, które nie omija naszych słabości, tylko wchodzi w nie bardzo cierpliwie. I czasem tak dyskretnie, że łatwo je przeoczyć.
Z pewnością pomoc udzielona potrzebującym pod namiotem, ma swoją wartość. Ale czy nie chodzi o coś innego? O relację.
W Wielkanocny Poniedziałek astronauci uczestniczący w misji Artemis II, znajdą się po ciemnej stronie Srebrnego Globu. Mają nadzieję zobaczyć tereny, których żaden człowiek jeszcze bezpośrednio nie widział.
Wielkanoc ma już bez mała 2000 lat. Nie jest więc aż taką ‘nowinką’. A jednak wciąż nas zaskakuje i wydaje się, jakbyśmy nigdy nie byli gotowi na dobre jej przeżycie. No i te szalone nasze czasy. Kiedyś to było inaczej! Naprawdę?
Bycie w Kościele dla wielu osób robi się coraz trudniejsze. Powodów jest sto – chciałoby się rzec, ale nie, wcale nie, zazwyczaj jest ich tylko kilka rodzajów. Tyle, że są jak kolejne krople wpadające do beczki na wodę albo jak kolejne kamienie wkładane do plecaka.
Judasz jest postacią, nad którą wiele debat przetoczyło się wśród teologów, choć z Ewangelii nie wiemy wiele. Jego zdrada była tak ewidentna, że nawet Jezus powiedział, że lepiej dla niego, żeby się nie urodził, a jednak ja nieustannie miałabym ochotę w sercu go ocalić. Może dlatego, że jeśli uda się uratować Judasza, to wszyscy inni też mają szansę na miłosierdzie? Przecież jednak nie tylko on zdradził. Pod krzyżem nie było nikogo oprócz Jana, a cała reszta się rozproszyła, dokładnie tak, jak zostało zapowiedziane podczas Ostatniej Wieczerzy. Dlaczego więc Judasz jest tak wyjątkową postacią? Oto cztery lekcje, przez które może nas przeprowadzić.
Wiem, że tak postawione pytanie w Wielki Czwartek jest błędne już na starcie. Dziś nie ma albo-albo. Jezus w Wieczerniku daje nam dwa sakramenty. Eucharystię i kapłaństwo. Pierwsze bez drugiego się nie wydarzy. Książa są nam potrzebni, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Czy jednak składanie długich życzeń na Mszy Wieczerzy Pańskiej nie przysłoniło nam czegoś ważnego?
W połowie marca opublikowano kolejny już raport "Ochrona małoletnich i bezbronnych oraz pomoc skrzywdzonym wykorzystywaniem seksualnym w Kościele w Polsce". Dokument przygotowany przez Biuro Delegata KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, Fundację Świętego Józefa oraz Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego nie spotkał się właściwie z żadnym zainteresowaniem w mediach.
Pierwszy dzień kwietnia przepełniony jest różnymi zaskakującymi żartami. To właściwy moment, aby zastanowić się nad śmiechem, któremu towarzyszą różne emocje i intencje. Mówi się, że śmiech to najlepsze lekarstwo. Może być on wyrazem radości i sposobem na rozładowanie napięcia, ale bywa także narzędziem wyszydzenia albo bagatelizowania problemów.
Przytłoczenie - to słowo, które od dłuższego czasu najlepiej opisuje naszą codzienność. Kakofonia nieustających potrzeb dzieci, niekończące się obowiązki zawodowe, choroby i niespodzianki z kategorii „full hardcore”, które - jak wiadomo - nigdy nie przychodzą pojedynczo. Bywa, że nasza duchowa codzienność bardziej przypomina zarządzanie kryzysem niż tankowanie u Źródła nadziei i pokoju. I w tej perspektywie, wchodząc w Wielki Tydzień, powtarzam sobie i bliskim: no zobaczcie, jak dobry jest Pan Bóg, jak dobrze, że znowu możemy przeżywać Triduum. Dlaczego?
{{ article.description }}